czwartek, 21 grudnia 2017

21-12-2017 / Co u mnie.

Wczoraj miałam gorszy dzień. Możliwe,że wypiłam za dużo herbatek przeczyszczających,bo chyba z 7 aż.
Ogólnie w sobotę (16.12) wyszło tak,że trafiłam na urodziny znajomego,bo zaprosił mnie tam mój przyjaciel,z którym kiedyś coś tam było. Opisywałam to w poście jakiś miesiąc temu.
I znowu wyszło tak samo. Obydwoje byliśmy pijani więc wydaje mi się,że to normalne. 
Oczywiście znowu się do siebie nie odzywamy, ale to tym razem on nie chcę.
Poza tym,zdarzyło się w moim życiu coś strasznie smutnego,co sprawiło,że odeszła jakaś cząstka mnie.
Nie będę się widzieć z Łukaszem do końca marca. Nie mogę za bardzo pisać dlaczego,ale przez trzy miesiące nie będę widzieć kogoś, dla kogo chciałam walczyć.
Zastanawiałam się nad tym,żeby iść na leczenie moich ,,zaburzeń". Wiem,że jest szpital,w którym pobyt trwa 12 tygodni,czyli 3 miesiące. Akurat w sam raz. Ale nie wiem.
Tak się zastanawiałam,komu o tym powiedzieć w pierwszej kolejności,ale po dłuższym zastanowieniu uznałam,że nie mam kogoś, komu mogłabym o tym powiedzieć. Szczególnie teraz, kiedy nie mam Łukasza.
Od dzisiaj przez najbliższe 20 dni mam zamiar być na diecie 500 kcal. Tylko w taki sposób uda mi się schudnąć. Rzyganie mnie za bardzo męczy,a po tak długim czasie wytrzymuje już, kiedy jestem głodna. Wczoraj na przykład o tej porze,rzygałam już ze 3 razy. Mam pieniądze więc może kupię sobie jakieś piwka czy coś,to wtedy nie będę pić.

Wyznaczyłam sobie nowy cel jeśli chodzi o moją wagę. Mam zamiar schudnąć 8 kg do momentu,kiedy Łukasz wróci. To będzie taka niespodzianka dla niego. A jak zapyta, dlaczego,to wiecie co mu powiem? Z miłości.

Kończę na tą chwilę,może jeszcze napiszę.
Trzymajcie się,
M.

sobota, 16 grudnia 2017

16-12-2017 / Nerwy czy skutki odchudzania?

Moje samopoczucie z każdym dniem jest coraz gorsze.
Poza tym wszystko mnie denerwuje.
W szkole moja klasa chyba już mnie nie lubi. Może myślą,że jestem głupia,ale widzę ich zachowanie i wiem,że coś kombinują przeciwko mnie.
I właśnie zamierzam im się odwdzięczyć tym,że nie pójdę na wigilię klasową.
W domu podobnie. Jak mam coś zrobić to wszystko są milutcy,a jak ja o coś proszę to wszyscy mają mnie w dupie.
Dlatego też dzisiaj mam zamiar nie jeść nic do momentu aż zacznie mi się kręcić w głowie i będę osiągała ten ,,haj głodowy".
Dzisiaj nic nie jadłam poza łyżką rosołu,ale co to jest? 
Waga nie wzrosła więc jest dobrze.
Nie chcę jeść,nienawidzę,ale z drugiej strony wymiotowanie sprawia mi przyjemność.
Lepsze od wymiotowania jest jednak nie jedzenie. Nie obchodzi mnie na przykład wtedy to,że Łukasza nie ma i w najbliższym czasie go nie zobaczę,albo to,że moja klasa robi sobie ze mnie żarty. Najważniejsze jest wtedy to,że jestem głodna i że nie będę jadła.

Zdajecie sobie sprawę jakie to uczucie? Kiedy padasz z głodu,kiedy czujesz,że Twój umysł nie działa prawidłowo,a jednak dalej nie jesz? To budujące i dające siłę,no i oczywiście mniejszą wagę.

W sumie trochę mi smutno z powodu wszystkich tych sytuacji. Tego,że nikt się mną nie interesuje i tego,że moja klasa robi sobie ze mnie żarty,ale mam coś,co sprawia,że nie muszę się nimi przejmować. Coś,co pokazuje mi samej,że jestem od nich silniejsza, odważniejsza.

Za miesiąc i dwa dni kończę 18 lat,więc mogę rzucić szkołę. Jeśli nic się nie zmieni to zrobię to i będę miała w dupie to,co będą mówić.

Mam wrażenie,że nawet w sumie moi przyjaciele mnie obgadują i śmieją się za moimi plecami, więc może warto odciąć się od tego świata, który tylko mnie rani i być wystarczalną sama dla siebie? 

W sumie to po co mam spędzać czas z ludźmi, którzy mnie nie szanują i którym na mnie nie zależy?

czwartek, 14 grudnia 2017

14-12-2017 / Tęsknota i smutek.

Tak bardzo tęsknie za Łukaszem. Marzę,by go zobaczyć,przytulić,pocałować albo dotknąć. Chciałabym usłyszeć jego głos. Jestem w nim tak bardzo zakochana,ale moje problemy z jedzeniem zagłuszają te uczucia. Właściwie to nie wiele czuję z tej miłości już,ale to dobrze,bo tak bardzo nie cierpię.

Dzisiaj nie byłam w szkole,siedziałam w domu. Od 12 zaczęłam jeść i rzygać,a skończyłam jakąś godzinę temu. Jutro w szkole znowu głodóweczka,ale to dobrze,bo się za tym stęskniłam.

Łukasza zobaczę dopiero w następną środę,a jest czwartek,czyli prawie za tydzień. DOPIERO. Nie wiem,jak to zniosę. Wiem tylko,że muszę go zobaczyć przed świętami.

środa, 13 grudnia 2017

13-12-2017 / Samopoczucie.

Stanęłam dzisiaj rano na wadzę i zobaczyłam najniższą dotychczasową wagę odkąd zaczęłam się odchudzać. Skutkowało to moim dobrym humorem na pierwszej lekcji. Niestety tylko na pierwszej, bo później zaczęłam się źle czuć i być głodna.
Szczerze? Myślałam,że jak będę chudnąć to będę czuła się coraz lepiej ze sobą,a tak naprawdę czuje się coraz gorzej,ale to mi weszło w nawyk. Wiem,że jak idę do szkoły to nie będę nic jadła. Najgorsze są pierwsze godziny,a później jestem po prostu zmęczona,śpiąca i przybita.
Wymiotuje krwią,mam zawroty głowy i mdłości. Często też czuję się tak jakby coś wypalało mnie od środka,a jak się napije wody to czuję jakbym piła jakiś alkohol.
Mam wrażenie,że znajomi z klasy zauważają,że coś jest nie tak ze mną,że coś się dzieje. W sumie to się nie dziwie. Jestem przymulona i zamiast siedzieć z nimi i rozmawiać to wolę spędzać przerwy i wolny czas w samotności.
Zauważyłam,że w kulminacyjnym momencie głodu dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem w jakimś amoku. Myślę tylko o tym,żeby zjeść. Nie czuję nic innego poza głodem i obsesyjnie myślę o jedzeniu. Później to mija,po jakiejś godzinie albo jak wypije energetyka.
Czuję,że nie potrafię przestać. Za bardzo się w to wkręciłam. Całe moje myśli i nawet życie kręci się tylko wokół tego ile ważę,jak pozbyć się głodu i jak długo uda mi się wytrzymać bez jedzenia.

Narazie kończę.
Trzymajcie się,
M.

wtorek, 12 grudnia 2017

12-12-2017 / Skutki uboczne.

Jestem coraz chudsza. Moje obojczyki już znacznie widać. A jak się czuje? Szczerze to coraz gorzej.
Jestem coraz bardziej zmęczona. Jak tylko się kładę od razu usypiam,w szkole nie jest lepiej,bo potrafię zasnąć nawet na lekcji. Poza tym nie mogę się za bardzo na niczym skupić,cały czas myślę o jedzeniu,a jak nie o jedzeniu,to co zrobić,żeby nie czuć głodu.
Wiem tylko,że nie potrafię przestać. Tak bardzo mi się to podoba,to że chudnę.
Najlepiej mi wychodzi głodzenie się,kiedy pije,bo kiedy jestem pijana to nie boję się tego,co mi się stanie z głodu. Nie obchodzi mnie to,że zemdleje czy coś. Jakiś czas temu to właśnie po pijaku sięgałam po jedzenie,ale teraz mam kontrolę nad sobą,więc wszystko się zmieniło.
Mój następny cel to 45 kg. Mam zamiar dobić tej wagi do 28 grudnia,bo wtedy mam wizytę u lekarza. Do tego czasu postanowiłam się nie ważyć. Bo jak zobaczę,że moja waga spada to boję się, że pozwolę sobie na jakąś przekąskę.
Chciałabym potrafić w ogóle nie jeść,ale narazie mi się to nie udaje. Na przykład teraz jestem kurewsko głodna i chętnie bym coś zjadła,ale nie chcę nawet jeść i wymiotować. Chcę wytrzymywać jak najdłużej bez jedzenia.
Marzę o tym,by kiedyś stanąć na wadze i zobaczyć 42 kg. To jest mój największy cel,do którego będę dążyć mimo wszystkich przeciwności i nie przestanę.
Poza tym to chyba już nie chodzi o wagę,bo podoba mi się to,że myśląc o jedzeniu nie myślę o innych rzeczach,na przykład o tym,że tak bardzo tęsknie za Łukaszem,że nie mogę go często widywać,a jak już go widuje to nie mogę go przytulić ani pocałować.

Jak narazie kończę.
Trzymajcie się,
M.

piątek, 8 grudnia 2017

08-12-2017 / Najważniejszy cel.

Wchodząc dzisiaj na wagę zobaczyłam,że ważę 1 kg mniej. I to było takie niesamowite szczęście,że już nie chcę przestać. Nie chcę,żeby ktoś to zauważył. Schudłam 10 kg już odkąd zaczęła się moja przygoda z anoreksją i bulimią i nikt się nie zorientował,więc teraz mogą pocałować mnie centralnie w dupe. 
Chcą,żebym była idealna? Proszę bardzo,będę. Zacznę od wagi. Może to im udowodni,że osoba,którą próbują ze mną zrobić nigdy nie będzie istnieć.
Zmieniłam taktykę swojej diety. Teraz nie jem nic do 16,a później trochę jem i wszystko wymiotuje,a do tego pije swoje herbatki,więc mój bilans wychodzi właściwie na 0.
Moje obojczyki i kości biodrowe już nieźle wystają. Eksponuje je. Miałam do dzisiaj nadzieje,że ktoś je zauważy i zacznie podejrzewać,że mam problem,ale nikt nawet nie zapytał. NIKT.
Ale to w sumie już nie jest tak ważne. Ważne jest teraz dla mnie tylko to,żebym była coraz chudsza i chudsza,tak bardzo,żeby zostały ze mnie skóra i kości. I obiecuje,że będę robić wszystko,żeby dojść do swojego celu,czyli 42 kg,a jak dojdę do tej wagi to 40 kg.
28 grudnia,czyli za 20 dni mam wizytę u lekarza i mam szczerą nadzieję,że do tamtej pory będę ważyć 45 kg,a jeśli tak będzie to będę z siebie naprawdę dumna,jak nigdy. W sumie,co to jest 3,5 kg? To nic! Od powroty ze szpitala,czyli przez 3 tygodnie schudłam tyle więc spokojnie dam radę, szczególnie teraz,kiedy ulepszyłam swoją dietę.
Niby mnie nie obchodzi już,żeby ktoś zauważył,że coś się ze mną dzieje,ale mam nadzieję,że Łukasz w końcu zapyta,czy nie dzieje się nic złego. 
Fajne byłoby to,gdyby ktoś,kogo kochamy zauważył,że jest coś z nami nie tak,że potrzebujemy pomocy.

Trzymajcie się,wasza 
M.

czwartek, 7 grudnia 2017

07-12-2017 / Coraz gorzej się czuje.

Pisałam ostatni raz dwa dni temu,a przez te dwa dni trochę się zmieniło.
Cały czas śpie,a przez te herbatki niesamowicie boli mnie brzuch.
Wczoraj usnełam znowu w szkole mimo tego,że wypiłam kawę i energetyka jak zawsze.
A dzisiaj to już masakra.
Byłam w szkole na dwóch lekcjach. Na pierwszej było jeszcze ok,bo siedziałam w klasie bez jakiegokolwiek ruchu. Ale na drugiej to już masakra. Zaczął mnie boleć strasznie brzuch i czułam,że muszę do toalety,jednak nie chciałam tego robić w szkole.
Zwolniłam się więc do domu. W domu zrobiłam to,co miałam zrobić i się położyłam,żeby odpocząć. Usnęłam. Obudziłam się ok. godz. 11,czyli spałam dwie godziny. Zjadłam kanapkę dość małą, poszłam zapalić i położyłam się spać dalej. I spałam prawie do 15. Nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło,nawet jak nie spałam całą noc albo byłam na melanżu.
Do tego nie mogę się za bardzo skupić.
Odkąd przestałam jeść w szkole zostaje na wszystkich lekcjach . Dziwne,że nauczyciele nie zapytają skąd ta zmiana. A no tak,zapomniałam,mają to w dupie. Po prostu jak jestem w szkole to nie mam za bardzo dostępu do jedzenia,tak jak w domu i łatwiej mi wytrzymać.
Wczoraj myślałam,że na przed ostatniej lekcji zemdleje. Wypiłam energetyka,bo zrobiłam się głodna i zmęczona i nagle poczułam jak mi się wszystko rozmazuje przed oczami. Chciałam zapytać czy mogę iść do pielęgniarki,ale uznałam,że pani i tak mi nie pozwoli,więc się przemęczyłam i usiadłam. Trochę mi przeszło po czasie.
W sumie to jestem dumna,że potrafię nie jeść nawet w takich sytuacjach,choć przyznam szczerze,że trochę o tym wczoraj pomyślałam. Dzisiaj w sumie też na pierwszej lekcji byłam tak kurewsko głodna,że chciałam coś zjeść.

Oglądałam wczoraj film dokumentalny na temat anoreksji i była w nim taka jedna dziewczyna,której wypowiedź dała mi do myślenia. Mówiła ona o tym,że anoreksja pozwala jej nie myśleć o rzeczach, które sprawiają,że musi dorosnąć. Bo kiedy myśli się ciągle o tym,co zrobić,żeby nie jeść to przecież nie myśli się o tym,co zrobić,żeby poprawić oceny,albo co najważniejsze nie myśli się o miłości, której się tak bardzo potrzebuje.

Wiele się zmieniło w sposobie mojego myślenia o odchudzaniu i jedzeniu. Schudłam bardzo dużo, a waga z tego,co się orientuje nadal leci w dół. Ale to już chyba nie chodzi o to. Chodzi o to,żeby nie jeść albo żeby jeść jak najmniej. Nie chodzi już tak bardzo o wagę.
Nie wiem,dlaczego tak się stało. Nie jedzenie sprawia mi przyjemność,tego nikt Ci nie powie jeśli sam się nie przekona.
Nie jedzenie jest takie fajne. Dodaje mi tyle pewności siebie i sprawia,że czuję się szczęśliwa.

Narazie kończę. Napiszę jeszcze może później.
Trzymajcie się,M.

wtorek, 5 grudnia 2017

05-11-2017 / Ponad MIESIĄC od pierwszego postu!

Ostatnio moje odchudzanie idzie mi znakomicie. Coraz lepiej radzę sobie z głodem.
Cały weekend wytrzymałam bez objadania się,bo piłam od południa właściwie. Wcześniej jadłam jakieś tam kanapki (mało kaloryczne),ale to było napewno mnie niż 500 kcal. Po południu wychodziłam ze znajomymi i piłam. A kiedy byłam pijana nie byłam się konsekwencji tego,co mi się stanie przez nie jedzenie.
W szkole potrafię wytrzymać bez jedzenia,a najdziwniejsze jest to,że czuję się dzięki temu szczęśliwa.
Dzisiaj wzięłam do szkoły kanapkę,ale nie chciałam jej jeść,więc wymknęłam się do łazienki i ją wywaliłam. I w sumie nie byłam aż taka głodna.
Dzisiaj na drugiej lekcji usnęłam. Byłam strasznie śpiąca mimo tego,że wypiłam rano duży kubek kawy (400 ml) , a przed pierwszą lekcją energetyka.
Czy to skutki uboczne?
Możliwe. Ostatnio czuję się strasznie zmęczona,trudno mi się skupić i czasami nie potrafię utrzymać równowagi.
Wszyscy widzą,że chudnę,ale nikt nie myśli,że mam problem z jedzeniem,bo mam problemy zdrowotne i wszyscy myślą,że to przez to.
Ubrania,które jeszcze miesiąc temu były na mnie dobre teraz na mnie wiszą. I dzięki temu jestem taka szczęśliwa i pewniejsza siebie. Czuję,że nareszcie jestem warta tego,żeby mnie kochać.
W ogóle ostatnio zauważyłam,że chłopcy zwracają na mnie więcej uwagi. W sumie to się nie dziwie. Jestem ładniejsza,bo schudłam,ale schudnę jeszcze bardziej. Nie po to,żeby zwracać na siebie uwagę płci przeciwnej,ale po to,żeby czuć się jeszcze szczęśliwsza.
Jutro nie zrobię sobie kanapki do szkoły. Będę ,,na czco'' od 8 do 15. Wiem,że to mi się uda. Nawet w sumie nie muszę się starać,bo dzisiaj wyszło mi to znakomicie.
Zauważyłam nawet,że zrobiła mi się przerwa między udami,a to jest cud. Zawsze o tym marzyłam i moje marzenie wreszcie się spełniło. Teraz chciałabym mieć płaski brzuch i jak to mi się uda to naprawdę nie będę już potrzebowała nic innego.
Łukasza widziałam wczoraj. Był taki piękny. Przyjrzałam mu się dokładniej niż ostatnio i zauważyłam pewne nie doskonałości np. na jego twarzy. I wiecie co? Wydał mi się jeszcze piękniejszy,bo nie jest idealny. A jego oczy to niebo.
Zastanawiałam się,czy zauważył,że schudłam jeszcze bardziej. Wydaje mi się,że tak,ale nic nie mówił na ten temat.
Zastanawiałam się ostatnio nad tym,czym jest anoreksja i dlaczego to się ciągle zdarza. Doszłam do wniosku,że ostatnią rzeczą,o którą w tym chodzi to wygląd. U mnie akurat chodziło trochę o wygląd, ale bardziej chyba o brak miłości. Szczupłe i ładne dziewczyny zawsze znajdują sobie pięknych mężów i nie są zdradzane,co najważniejsze. Wiem,że większość pewnie pomyśli w tym momencie, że jestem głupia,bo myślę,że chodzi o wygląd,ale przecież wszyscy wiemy,że w tym świecie o to tylko chodzi.
Bo kto nie chcę być piękny i szczupły? Która kobieta nie chcę,żeby się za nią oglądali?

Nie potrzebuje już tak bardzo jedzenia chyba jak wcześniej.
Karmię się sobą,żywię się czystością.
Kiedy jem czuję się naprawdę źle i mam wrażenie,że przyje nawet od najmniejszego kęsa.
Nie liczę już kalori,bo przez to czuję się jeszcze gorzej.
Jak narazie kończę misiaki.
Trzymajcie się i pamiętajcie: Pustka jest czysta,głód jest lekarstwem.
M.

sobota, 2 grudnia 2017

02-12-2017 / Nie utraciłam kontroli !

Wróciłam z melanżu. 
Proponowali mi ciastka i czipsy,a ja odmówiłam. 
Jestem z siebie dumna. 
Jedyne,co robiłam dzisiejszego wieczoru to piłam wódkę,paliłam bucha i paliłam szlugi.
O matko,wyglądam tak zajebiście,bo nie jadłam nic 9 godzin. Czuje się tak zmotywowana do dalszego odchudzania.
Nie chcę już nigdy jeść. To jest złe. Wytrzymałam już 9 godzin.  To tak dużo.
O matko,i nawet nie jestem głodna. 
To takie piękne,że aż chcę mi się płakać
Jak tylko wróciłam do domu to od razu postanowiłam się zważyć i na wadze wyszło 49,5 kg,czyli trochę mniej niż ostatnio. 

02-12-2017 / Utrata kontroli.

Dawno nie pisałam,ale to kwestia tego,że cały mój czas zajmuje mi myślenie o tym,co zrobić,żeby jeść albo o tym,co zrobić,żeby kolejny dzień był lepszy od poprzedniego.
Kiedy jestem w szkole to nie mam z tym problemu. Mogę nie jeść do południa,ale kiedy tylko wracam do domu od razu zaczynam jeść,a jak zjem coś czego nie powinnam to zaczynam wymiotować. 
Herbatki też pije,od tygodnia codziennie po dwie,co też pomaga trochę.
Robię się coraz chudsza,ale to ciągle za mało. Nadal czuje swój brzuch za każdym razem,kiedy siedzę.
Czuję,że powoli tracę nad tym kontrolę. To głodzenie i walczenie ze sobą,żeby nie jeść trwa już miesiąc. Odchudzanie i bulimia ogólnie od czerwca,ale to dopiero od miesiąca czuję się przez to coraz gorzej.
Od miesiąca moje ,,diety" są na niebezpiecznym poziomie i mam dziwne wrażenie,że jeśli teraz z tym nie skończę to może być ze mną bardzo źle.
Moje myśli opanowała Ana. Za każdym razem,kiedy ktoś na mnie patrzy mam wrażenie,że myśli coś w stylu ,,patrz schudła,ale dalej jest gruba". I to mnie męczy,bo ludzie w szkole dość często się gapią.
Poza tym,kiedy nie jem,czuję,że mogę wszystko. Że wszystko,za co się zabiorę mi się uda.
Chłopcy zwracają na mnie uwagę,są dla mnie milsi. Nawet Czarek,chłopak z klasy,który mi się przez długi czas podobał,a później mnie olał patrzy na mnie coraz częściej.
To w sumie nie powinno mnie cieszyć,bo oni zwracają uwagę tylko na wygląda,ale kurwa,kto w tych czasach tego nie robi?
Najpierw zwracamy uwagę na to jak ktoś wygląda,a dopiero później na charakter.
Zresztą to miłe,kiedy ktoś się za nami ogląda na ulicy albo jak faceci patrzą na Ciebie z pożądaniem i chcą,żeby ich dziewczyna tak wyglądała.
Wypożyczyłam sobie z biblioteki trzy książki o zaburzeniach odżywiania,ale pani z biblioteki nawet nie zapytała czy mam jakiś problem,a pomagała mi ich szukać.

Łukasza nie widziałam już dwa tygodnie. Bardzo za nim tęsknie. Jest chyba jedyną osobą,której byłabym chyba gotowa opowiedzieć o tym wszystkim,co się ze mną dzieje.
Lubi mnie,więc może chciałby mi pomóc?
Narazie chyba nie jestem w sumie na to gotowa. 
Dobrnę do mojej wymarzonej wagi i może wtedy z tym skończę jak będę dała radę. 

Tymczasem kończę,może napiszę wieczorem albo w nocy.
Trzymajcie sie,
M.

niedziela, 26 listopada 2017

26-11-2017 / Dlaczego ciągle jestem taka gruba?

W ciągu całych dni prawie nic nie jem. Pije herbatki odchudzające,zieloną herbatę i błonnik. Biorę chrom,witaminę B6 i magnez. Do tego pije herbatki przeczyszczające. Ćwiczę. Wymiotuje,a nawet się kurwa głodzę.
I nie rozumiem jednego.
Dlaczego ciągle jestem taka gruba?
Rozumiem,gdybym tylko wymiotowała,tak jak na początku,to logiczne,że moja waga stałaby w miejscu. 
Ale w połączeniu z tym wszystkim powinnam raczej kurwa być coraz chudsza.
A tymczasem moja waga i wymiary w ogóle się nie zmieniają. Dlaczego?
Jestem wściekła na siebie. Tak bardzo się staram być coraz chudsza,a tymczasem nie dość,że moja waga stoi w miejscu to jeszcze pewnie nie długo zacznę tyć.

Wczoraj wypiłam herbatkę przeczyszczającą. Oczywiście przeczytałam i na opakowaniu i w internecie,że działa ona po 8-12 godzinach,więc efektów spodziewałam się rano. 
I mogę z czystym sumieniem stwierdzić,że działa. Na mnie zadziałała nawet dwa razy.

Muszę kończyć narazie,bo chcę jeszcze napisać w pamiętniku.
Napiszę jeszcze wieczorem.

Trzymajcie sie,
M.

sobota, 25 listopada 2017

25-11-2017 / No cóż.

Wczoraj zrobiłam sobie głodówkę. Wytrzymałam tylko do 17,albo aż do 17.
Niestety później zaczęłam jeść wszystko,co było w domu. No dobra,prawie wszystko. A później wymiotowałam i tak po każdym posiłku. Ale czułam się szczęśliwa. Poza Łukaszem tylko to mi sprawia przyjemność.
Od pół roku moje życie kręci się wokół wagi,jedzenia i kalorii. Najgorsze jest to,że nie widzę w tym problemu,a chyba powinnam. Po prostu jest chyba dobrze tak jak jest.
Dawno nie byłam tak szczerze szczęśliwa. Nie mogę sobie przypomnieć momentu,kiedy obudziłam się ze szczęściem w sercu.
Dużo też myślę o słoneczku. Tylko jego chyba naprawdę kochałam. Nie jestem pewna,czy kiedyś kogoś obdarzę tak mocnym uczuciem jak jego. Nie wiem,czy będę w stanie dla kogoś tak bardzo zaryzykować jak dla niego. Bo to była prawdziwa miłość,serio. Tak wiele dla niego poświęciłam i byłam gotowa poświęcić.
Dzisiaj zjadłam tylko kanapkę z kawałkiem sera,szynki i pomidora. Chleba oczywiście razowy.
Do tego wzięłam już chrom,witaminę B6 i wypiłam swoje odchudzające herbatki oraz kawę. Mam nadzieje,że dzisiaj uda mi się nie zjeść dużo. Od wymiotowania boli mnie głowa strasznie.
Najgorsze w moim odchudzaniu jest chyba to,że robię to po to,żeby nie myśleć o innych rzeczach, które mnie dołują i martwią. Oczywiście chodzi też o wagę,ale to nie jest największy problem. Teraz już rozumiem to,co pisali na tych wszystkich forach,że anoreksja i bulimia są przez problemy. Bo to prawda. Nie chcąc myśleć o wszystkich złych rzeczach,które nas otaczają uciekamy w te zaburzenia. I wtedy żyjemy w swoim świecie,w którym najważniejszym zmartwieniem jest to czy waga spadnie albo to ile dzisiaj zjemy,czy uda nam się wytrzymać z głodem?
Nie piję równo tydzień. Od tej akcji z moim przyjacielem minął równo tydzień i od tamtej pory się z nim nie odzywam. On piszę,że mogłabym zacząć się odzywać i takie inne rzeczy,ale chyba narazie nie jestem gotowa. Straciłam nad sobą kontrolę,a tego nie lubię,a wręcz nienawidzę.
W ogóle cały tydzień siedzę w domu. Wychodzę tylko do szkoły i z tatą na zakupy. Jakoś nie ciągnie mnie do ludzi. Jak jestem z innymi to robię się drażliwa. Nawet w szkole ostatnio zbyt często mi się to zdarza.
Kończę chyba na dzisiaj,bo mam zamiar zrobić jeszcze parę rzeczy.
Napiszę może później,czy udało mi się wytrzymać :)
Trzymajcie się,
M.

środa, 22 listopada 2017

22-11-2017 / Wspomagacze.

Pije błonnik i biorę chrom. Błonnik pomaga,ale nie dość mocno,żeby mnie to zadowolić,a chrom pomaga i to nawet bardzo,bo w ogóle nie chcę mi się po nim jeść. Albo w sumie sobie wmawiam tylko, że nie chcę mi się jeść,ale nawet jeśli to dobrze,bo w ogólnym rozrachunku nie muszę jeść.
Dzisiaj zjadłam bardzo mało. Jest 18,a mój bilans wynosi tylko 400 kcal. Dzielnie wytrzymuje te 3 godziny do kolejnych posiłków. Jestem głodna to fakt,ale kiedy jest się głodnym to się chudnie,a ja chcę chudnąć.
Dzisiaj czułam się bardzo dziwnie. Byłam tak głodna,że aż szczęśliwa. Już kiedyś tak miałam. To fajne uczucie. Czujesz się szczęśliwy mimo tego,że jesteś głodny. Ba,czujesz się tak szczęśliwy,że nie potrzebujesz jedzenia. I nie musisz jeść.
Do kolejnego posiłku pozostało równo 43 minuty. Nie chcę jeść,ale jeśli nie będę jeść regularnie to może to mieć poważne skutki dla mojego zdrowia,a nawet życia.  
Wiem,że jak zjem to będę spokojna i mój organizm też,bo dostanie to,czego się tak domaga cały dzień.
Chcę już jutra. Wezmę sobie chrom po śniadaniu,wypije całą butelkę 0,5 błonnika i będzie git. Może dam radę wytrzymać kolejny dzień z maksymalną ilością jedzenia.
Łukasza widziałam w poniedziałek. Niby przedwczoraj,ale wydaje mi się jakby minął przynajmniej rok od tego spotkania. Był taki cudowny,śmiał się. Boże,jak on się śmieje. Jak tylko pomyślę o tym śmiechu to wszystko staje się lepsze,wszystko wydaje się takie proste. Nawet to nie jedzenie.
Zobaczę go pewnie tak około 5 grudnia dopiero,bo nie mam możliwości spotkania z nim wcześniej. Znaczy mam,ale nie chcę się narzucać za bardzo. Dam mu trochę czasu,żeby się za mną stęsknił,bo ja to już się nie mogę doczekać,kiedy znowu spojrzę w jego oczy i usłyszę jego cudowny głos. 
A może znowu się będzie śmiać?
Chciałabym.
Jak na tą chwilę kończę,bo mój brat siedzi nie daleko i mam wrażenie,że próbuje przeczytać to,co tu piszę.

I pamiętajcie: Pustka jest czysta,głód jest lekarstwem.

Trzymajcie się,
M.

niedziela, 19 listopada 2017

19-11-2017 / Osiemnastka.

Wczoraj się hardkorowo najebałam na 18 brata mojego przyjaciela. Ale plusem jest to,że prawie nic nie zjadłam. Tylko dwie małe kanapeczki i kilka szaszłyków z warzywami. Za to wódki wypiłam hardkorową ilość.
Kurwa do tego to prawie się przespałam z najlepszym przyjacielem. 
Ja pierdole. To takie żenujące. Nie wiem jak ja mu teraz w oczy spojrzę. Wogóle próbowaliśmy to robić przez 3 godziny i nic z tego nie wyszło. Byliśmy tak pijani po prostu.
Odchudzanie idzie mi bardzo dobrze. Prawie nic nie jem,ubrania już na mnie wiszą. Ale powiem wam jedno - będą wisieć bardziej. 
M.

sobota, 18 listopada 2017

19-11-2017 / żyje

Jestem pijana. Wyrzygałam wszystko. Kkurwa aż mi palec krwawi od wymiotów

18-11-2017 / Wpis po czasie :D

Mój pobyt w szpitalu był dość wysoko kaloryczny,bo nie żałowałam sobie żadnego jedzenia. I oczywiście przytyłam 1,5 kg. Ale spokojnie,już zrzuciłam 1 kg.
Teraz natomiast siedzę na kacu. Wczoraj trochę pochlałam,ale do 13 pewnie mi przejdzie.
Zrobiłam sobie śniadanie. Standardowo - 2 kromki chleba razowego z wędliną. Ale zjadłam tylko jedną,drugiej nie wcisnę,po prostu nie dam rady.
Wczoraj zjadłam 3 frytki,ale to nic. Tylko 36 kcal.
Zaraz zobaczę,kiedy dodałam tutaj pierwszy wpis. Chcę wiedzieć ile już się odchudzam.
Wogóle ważyłam się we wtorek i pokazało się 51,5 kg,czyli o 2 kg mniej niż w zeszłym tygodniu.
M.

czwartek, 16 listopada 2017

16-11-2017 / Samotność

Najgorsze w tym wszystkim jest to,że nie masz kogoś,komu by Cię brakowało.
Chcesz umrzeć,ale zdajesz sobie sprawę,że nikt nie zatęskni. Nie będzie kogoś,kto będzie płakał w nocy,żeby tylko Cię zobaczyć.
Każdy zapomni,nie ważne czy po kilku dniach czy tygodniach,ale zapomni. Nie mam nikogo,kto czekałby na kogoś podobnego do mnie latami. 
To takie smutne. Naprawdę smutne.
To wszystko przez to,że jestem gruba i brzydka.
Gdybym była chuda to byłabym ładna,a gdybym była ładna to na pewno znalazłby się ktoś,kto chciałby się mną zaopiekować,zatroszczyć się mną.
Ale jak na razie,czyli teraz,kiedy jestem gruba to nikt się mną nie interesuje,bo po co interesować się jakimś grubasem?
Dopóki będę gruba to będę samotna.
Nikt przecież nie chcę się pokazywać z grubasem,prawda?
M.

piątek, 10 listopada 2017

11-11-2017 / Mała porada :D

Uwaga moje drogie,
jeśli jesteście głodne to wypijcie szybko jak największą ilość wody.
Wiem,że każda dziewczyna,która się odchudza to wie,ale ja dopiero dzisiaj zrozumiała,o co w tym chodzi.
Otóż gdy mój tata wrócił z pracy to przywiózł ze sobą czipsy,moje ulubione,bo paprykowe. Oczywiście miałam ogromną ochotę je zjeść,ale zamiast tego,mimo późnej godziny zjadłam pomidora, który był lepszym rozwiązaniem.
Nadal jednak chciałam je zjeść.
Wpadłam na pomysł,żeby napić się wody.
Wypiłam dwa ogromne kubki po 300 ml i poczułam się taka pełna,że nawet pomidora już bym nie zjadła.
Także polecam.
M.


10-11-2017 / Hmm ...

Ponieważ nie wiedziałam jaki tytuł dać temu postu dałam taki,żebyście wiedzieli,że będą w nim moje przemyślenia.
Boli mnie głowa i trochę brzuch,ale myślę,że to nie od nie jedzenia tylko od kawy i tego,że bardzo mało śpię właśnie kurczę przez kawę. Niestety nie za bardzo mogę zrezygnować z jej picia,bo bez niej nie wytrzymam bez jedzenia. Taka trochę transakcja wiązana.
Po wczorajszym dniu,w którym było mi naprawdę trudno dzisiaj poszło mi trochę lepiej. Wiedziałam już,że będę odczuwała głód. Cóż,mój organizm musi się przyzwyczaić do tego,że jem teraz tak mało.
Potrzeba tylko trochę czasu.
Najgorsze jest to,że mimo tych dolegliwości,o których wspomniałam wyżej,nadal nie chce jeść. Mój sukces z umiejętnością panowania nad głodem przewyższa to,że jestem głodna i źle się czuje.
Cały czas przeglądam jakieś blogi na temat pro-any,oglądam filmy na ten temat,a na telefonie i komputerze mam mnóstwo thinspiracji. Zastanawiam się,co czują dziewczyny,które żyją w ten sposób od miesięcy. Ja co prawda drugi dzień dopiero,co wydaje mi się śmieszne,bo od pro-any nie umiera się po dwóch dniach ani nie słabnie.
Czy one też odczuwają takie dolegliwości jak ja? Czy też nie mają siły na nic i są trochę zdezorientowane? Jeśli tak,to dlaczego nie przestają? Czy z tego samego powodu,co ja? Bo są tak zachwycone,że potrafią się kontrolować,że coś im się uda i zdrowie idzie w cień?
Myślę,że coś może w tym być.
Chyba zaraz położę się spać. Trochę się obawiam,bo zeszłej nocy miałam koszmary,ale wtedy ostatnią kawę wypiłam o 20,a dzisiaj tak około 17:30,więc to może przez to.
Jestem jednak zmęczona,a oczy mi się zamykają. Książkę dokończyłam,więc właściwie nie ma nic, czym mogłabym się jeszcze zająć.
Właściwie to z tymi moimi dolegliwościami przesadzam,bo to dopiero drugi dzień,DRUGI,a ja zachowuje się tak,jakby to trwało rok. Zawsze miałam to w zwyczaju. Zawsze wmawiałam sobie problemy.
Do jutra,
M.


10-11-2017 / Daje radę kolejny dzień!

Jedzenie mnie nie uszczęśliwi. 
To prawda,jestem głodna,ostatnio nawet często,ale co mi po tym jak zjem? Tak daleko już doszłam. Drugi dzień udaje mi się wytrzymać bez rzygania. Jem od 500 do 650 kcal dziennie. To chyba mało,ale mi nadal się wydaje,że to za dużo. Do tego robię ćwiczenia,jeżdże na rowerze i oczywiście pije mnóstwo kawy,żeby mieć energie i nie musieć jeść. 
We wtorek jadę do szpitala,chcę wyglądać dobrze,kiedy się rozbiorę,a oni będą mnie badać.
W szkole nie byłam od poniedziałku i od poniedziałku nie pije. Z tym nie piciem to dobrze w sumie,bo ostatnio naprawdę przegięłam,kiedy wypiłam te 0,5 wiśniówki.
Jutro mam zamiar się napić wódki. Nie planuje dużo,ale od poniedziałku nie piłam i bardzo mało jadłam więc chyba mi się należy. Najbardziej się boję tego,że po alkoholu włączy mi się gastro i nie będę mogła się powstrzymać z jedzeniem. Mam nadzieje,że tak nie będzie. 
Zastanawiam się w poniedziałek,czy ktoś zauważy,że nadal chudnę. Klasa nie widziała mnie od tygodnia,więc mam nadzieje,że przez ten tydzień widać,że schudłam.
Tak,chcę,żeby było to widać. Chcę,żeby każdy zrozumiał,że anoreksja to nie do końca jest choroba. Ja wiem,w co się pakuje i zdaje sobie sprawę,że to może być niebezpieczne,ale to jest mój i tylko mój świadomy wybór.
Anoreksja nie musi być zła.
Znaczy ja nie mam anoreksji,ale jestem pro-ana,a to znaczy,że chcę żyć jak anorektyczka.
Jedzenie nie daje szczęścia. Jedzenie sprawia,że czujemy się smutni i mamy poczucie winy,a czy ktoś chcę to czuć? Bo ja nie ..
Mam nadzieję,że to  wszystko uda mi się utrzymać jak najdłużej.
Naprawdę chcę być chuda,ale tak się zastanawiam,czy nadal chcę to robić dla Łukasza czy dla siebie, bo gdy teraz o tym myślę to chyba bardziej dla siebie. 
Chcę udowodnić wszystkim,że potrafię coś osiągnąć,że pracuje nad sobą,a nie siedzę na dupie i się obżeram. 
Powiem wam nawet,że moje postanowienie o ustaleniu pro-ana jako stylu życia góruje nad moim zdrowiem. To jest akurat trochę dziwne,ale trzeba mieć cele i marzenia i je spełniać mimo wszystko,prawda? Przecież każdy tak mówi.
Kończę na dzisiaj,bo chcę dokończyć książkę,a zostało mi jeszcze 100 stron.
Napiszę jutro napewno.
Trzymajcie się.
M.

10-11-2017 / To styl życia.

Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie,że pro-ana to nie żadna dieta.
To styl życia,który my sami sobie wybieramy.
To nasz świadomy wybór. To nasze świadome dążenie do tego,żeby być piękna bądź pięknym.
My możemy jeść,ale wiemy,że nie jest to konieczne. Dlatego ograniczany nasze jedzenie do mininum.
Czasami chyba nawet nie chodzi o to,żeby być chuda,tylko o to,że nie lubimy jeść. Buntujemy się nie przeciw ludziom,ale przeciw jedzeniu.

czwartek, 9 listopada 2017

09-11-2017 / Jestem szczęśliwa!

Wypiłam dzisiaj maksymalną ilość kawy,
naprawdę. Chyba z 5 kubków i to dużych.
Poza tym jadłam dzisiaj bardzo mało i jestem z siebie tak bardzo zadowolona.
Doszłam do wniosku,że za wiele od siebie wymagam. Wczoraj zjadłam te czipsy i przez to poniosłam małą porażkę,ale nie mogę przecież tak od razu rzucić jedzenia. 
Z czasem po prostu będę ograniczać jedzenie, eliminując z mojego życia bulimię.
Nigdzie nie widziałam przypadku,gdzie z bulimii przechodzi się w anoreksje. Zawsze było wręcz przeciwnie. 
Co prawda narazie nie było ani jednego całego dnia,w którym wytrzymałabym na głodzie,ale może to będzie dzisiaj? Może właśnie dzisiaj mi się uda?
Mam szczerą nadzieję,że tak będzie.
Narazie dobrze mi idzie,bardzo dobrze nawet. Kiedy dotykam swojego ciała i czuję,że jest coraz chudsze mam chęci do dalszego odchudzania i jestem najzwyczajniej w świecie szczęśliwa,bo spełniam swoje marzenie o byciu naprawdę szczupłą.
Ta myśl wydaje mi się coraz mniej abstrakcyjna. Mogę być chuda,naprawdę mogę taka być. I taka będę.
Nie wiem,czy jeszcze będę tu pisać. Postaram się.
Trzymajcie się.
M.


09-11-2017 / Nerwy i motywacje.

Mój ojciec właśnie powiedział mi,że mam gruby tyłek.
Nie powiedział tego po chamsku,tylko w żartach,ale jednak to powiedział.
I ludzie się późnią dziwią,że dziewczyny takie jak ja wpadają w anoreksje albo bulimię Najbardziej się dziwią rodzice,zastanawiają się gdzie popełnili błąd. Wtedy ,,chore" dziewczyny się nie odzywają,ale pamiętają.
Ja jestem jedną z takich dziewczyn. Cały czas słyszę w głowie te komentarze,cały czas się nad nim zastanawiam.
To takie smutne.
Schudłam tak dużo przez ostatnie pół roku wymiotując,a teraz prawie nic nie jem.
Do tego obojczyki widać mi bardziej niż wcześniej.
Moje życie kręci się wokół odchudzania. Przynajmniej nie myślę o Łukaszu,a kiedy o nim nie myślę to nie tęsknię,a kiedy nie tęsknie to nie cierpię.
Widziałam go we wtorek,a czuję się tak jakbym widziała go rok temu.
M.


środa, 8 listopada 2017

08-11-2017 / Dumna.

Siemanko!
Jestem z siebie naprawdę mega dumna,bo właściwie mało dzisiaj zjadłam. Nie liczyłam kalorii,ale myślę,że około 300 kcal. Do tego tylko 2 kawy.
Najlepsze w tym wszystkim jest to,że czuję się tak jakbym nie potrzebowała jedzenia.
Tak jak wspomniałam w poprzednim poście,moje nie jedzenie to bunt. 
Do tego w domu babcia zmusza mnie do jedzenia obiadów,które jak sami się domyślacie,są bardzo kaloryczne. A jak odmawiam to udaje,że się źle czuje.
Niestety,nie mogę jeść i nie będę tego robić.
Co prawda jest dopiero 17:30.

09-11-2017 / No i kurwa poległam.

Kiedy tata wrócił z pracy to zjadłam kilka czipsów. Nie mogłam się powstrzymać. Mój brzuch wyglądał naprawdę dobrze,więc postanowiłam,że jeśli zjem i wyrzygam to nic się nie stanie,ale chyba się stało.
Tak naprawdę to nie byłam głodna,naprawdę nie musiałam jeść,a jednak zachcianka wzięła górę.
Oczywiście czuję się z tym źle,ba,nawet bardzo źle. Teraz czuje się tak mega gruba. Czuje,że przytyłam. Czuję też wstręt do samej siebie. 
I wymyśliłam sobie kare. Po prostu do południa,minimum do 14 nie w będę nic żreć. To mnie ukaże,muszę poczuć naprawdę mocny głód,żeby zobaczyć,że wczoraj naprawdę nie musiałam jeść.
Do szkoły nadal nie chodzę,bo mam zwolnienie do końca tego tygodnia,a w przyszłym jadę do szpitala,więc jest gites.
Nie chcę chodzić do szkoły,nie chcę,żeby oglądali mnie grubą.

08-11-2017 / Polegam ..

Jestem tak bardzo głodna. Jakiś czas temu zjadłam kanapkę z kawałkiem szybki i plastrem pomidora.
Nie chcę jeść,ale mój organizm się tego domaga.
Boję się,że polegnę.
Nie chcę rzygać,ale nie chcę też przytyć. 
Jedzenie to tylko chwilowa zachcianka,bo co mi po nim?
Jeśli znowu zacznę się obżerać to znowu będę gruba,a rzygać przecież nie chcę,pisałam.
Mój cel to 42 kg,a bez poświęceń tego nie osiągnę.
Muszę wytrzymać dla siebie i dla Łukasza.
Dam radę !

08-11-2017 / Bunt.

Postanowiłam,że moim buntem na brak miłości ze strony Łukasza będziesz to,że przestanę jeść. Będę się głodzić aż padnę. Nie wiem,czy mi się to uda,ale postaram się.
Prawda jest taka,że nie chcę jeść.
Jedzenie to jedna z rzeczy,których potrzebuje najmniej.
Potrzebuje miłości,a nie jedzenia. Gdy nie jem czuję się szczęśliwa. Naprawdę. To pojebane,ale taka jest prawda. Gdy czuję głód to myślę o głodzie,a nie o Łukaszu.
Jeśli jakiś psycholog będzie szukał powodów moich zaburzeń odżywiania to nie będzie z tym problemu.
Powód tego wszystkiego to Łukasz. Ale to nie jego wina,bo on nic o tym nie wiem. Nawet nie wie,że go kocham.
Po prostu jeszcze nie zasługuje na jego miłość. Jestem zbyt gruba. Tak,jestem gruba. Gdybym była chuda to byłabym ładna,a gdybym była ładna to pewnie bym mu się podobała.
Tak bardzo za nim tęsknię. Właściwie to nie znam go zbyt dobrze,ale jest w nim coś wyjątkowego. Coś dziwnie pociągającego,czego nie da się opisać słowami. Takie rzeczy się tylko czuję.
Kiedy czuję głód to wiem,że chudne.

wtorek, 7 listopada 2017

07-11-2017 / Kolejny ciąg ...

Nieźle się wczoraj uchlałam. Wypiłam 0,5 wiśniówki.
Ni chuja nic nie pamiętam.

Moi znajomi się wkurzyli,powiedzieli też,że nie będą ze mnie więcej pili.
Chuja,całe poprzednie wakacje piłam sama to teraz też mogę pić,ale narazie chyba nie chcę.
Dieta idzie mi świetnie. Prawie nic nie jem. Wymiary trochę idą w dół.
Cel to 42 kg, miesiąc temu ważyłam 53. Mam nadzieje,że do końca tego roku mi się to uda.
Chciałabym przestać czuć swój brzuch na każdym kroku,chciałam,żeby moje uda się nie machały.
Jestem silna.
A jeśli nie dam rady to będę rzygać,no trudno.
Trzymajcie sie,
M.

poniedziałek, 6 listopada 2017

06-11-2017 / Kolejny dobry dzień.

Dzisiejsza kanapkę,która sobie zrobiłam oddałam koleżance. Dlaczego? Żeby mnie nie korciło,żeby ją zjeść. Czuję się z tym dobrze. Ono wszyscy jedzą,bo są głodni. Ja też jestem głodna,ale mam nad tym kontrolę.
Wracam ledwo do domu. Przez 6 godzin w szkole nic nie jadłam. Nikt nie zna mojego sekretu i nikt go narazie nie pozna. Placzą mi się nogi,bo nie daje rady iść,ale to dobrze.
W domu zjem moje 140 kcal,pierwsze dzisiaj. Mimo że jestem głodna to chciałbym zjeść jak najpóźniej.
Od 11 burczy mi w brzuchu,ale to przyjemne burczenie.
Czuję się piękna,ale uda nadal mi się machają. I to daje mi motywacje i dzięki temu nie chcę mi się jeść mimo tego że jestem głodna.
Te całe nie jedzenie sprawia,że mam wszystko inne pod kontrola. Nie myślę o innych złych rzeczach tylko o tym,co zrobić,żeby nie musieć czuć głodu.
Moja twarz się zmienia. Nie jest już tak pulchna jak kiedyś .
Postanowiłam,że nie będę już wymiotować. Będę jeść kanapki jak najrzadziej,czyli wtedy,kiedy nie będę mogła wytrzymać z głodu.
Nie wiem,czy teraz należy mi się jedzenie. Nie zostałam na ostatnią lekcję mimo,że powinnam. W domu zrobię sobie kawę. Może ona pobudzi mnie wystarczająco by nie jeść.
Muszę być silna dla Łukasza.
W szkole oglądałam zdjęcia wychudzonych dziewczyn i to dawało mi siłę.
Ludzie,których mijam chyba myślą,że jesten pijana i dlatego krzywo idę. Jacy oni są głupi. Idą z torbami pełnymi jedzenia,przeżuwają i ... tyja. A ja mam siłę na to by być głodną.
Żołądek mi się sciska coraz bardziej. Mam nadzieję,że za jakiś czas wogóle nie będę potrzebować jedzenia.
Kręci mnie bycie nie naturalnie wychudzoną.
I taka właśnie chcę być.


niedziela, 5 listopada 2017

06-11-2017 / Coraz lepiej mi to wszystko idzie :D

Wczoraj trochę poległam. Zjadłam trochę wieczorem,ale wszystko zwróciłam jak najszybciej.
Nie mogę cały czas rzygać przecież,a wczoraj i tak dobrze mi poszło.
Do godziny 20 zjadłam tylko 300 kcal,no może 350.
Cały czas piłam kawę i paliłam i to dawało mi wystarczająco energii,żeby nie jeść. 
Jeśli dzisiaj nic nie zawalę to będzie naprawdę dobrze. 
Do szkoły zrobiłam sobie kanapkę (dwie kromki chleba zwykłego,dwa małe plasterki szybki wędzonej i jeden plasterek sera),która ma około 240 kalorii.
Jeśli przez cały dzień w szkole,czyli od 8 do 15 zjem tylko to to będę z siebie naprawdę dumna.
Na tą chwilę nie chcę mi się jeść,wręcz powiedziałabym,że mam wstręt do jedzenia. Wczoraj wieczorem oglądałam filmiki o dziewczynach z anoreksją. Wzbudzają strach to prawda,przerażają nawet bym powiedziała,ale jest jeszcze coś. Żeby nie jeść trzeba mieć siłę,którą inni znajdują w jedzenie. 
Nie jedzenie to dążenie do bycia idealną,do perfekcji.
Kurwa,gadam jak anorektyczka trochę. 
Nie powinnam ich podziwiać,bo ich życie jest zagrożone. Ale one są szczęśliwe w pewnym sensie albo przynajmniej były bardzo,kiedy ich waga szła w dół.
Ostatnio oglądałam ciekawy film na netflxie o tytule ,,Abzurdah". Jest to jeden z nowszych filmów,bodajże z zeszłego roku. Opowiada historię dziewczyny,która zakochała się w starszym chłopaku poznanym na czacie. Wszystko idzie świetnie, ale później on z nią zrywa. Załamana dziewczyna zaczyna się głodzić i dużo pic po to,żeby później tym alkoholem wymiotować. 
Wpada w anoreksje. Zakłada bloga pro-ana,na którym opisuje swoje zmagania z chorobą i wspiera inne dziewczyny,które również mają ten sam problem. Piszę na nim,że jeść może każdy,od lekarza po robotnika,a one są inne,one nie muszą jeść z własnej woli. Twierdzi,że są wyjątkowe.
Czy mam takie same zdanie jak ona?
Myślę,że po części to prawda,bo rzeczywiście jeść może każdy i każde de facto to robi. Do tego,żeby nie jeść trzeba mieć mnóstwo siły, z tym również się zgadzam.
Ale czy te dziewczyny są wyjątkowe?
Myślę,że tworzą grupę,która na swój sposób jest wyjątkowa.

Teraz z innej beczki. Przeraża mnie mój humor. Odkąd wstałam to chodzę po domu i sobie podśpiewuje. Rano byłam przygnębiona, wypiłam kawę i może dlatego mój humor się poprawił i mam więcej energii.
Odkąd schudłam czuję się pewniejsza siebie. Moja ocena zdecydowanie wzrosła. Naprawdę czuje się kobietą. Do tego piękną.
Kończę narazie,bo zaraz wychodzę do szkoły. 
Trzymajcie kciuki,żeby chęć bycia piękniejszą kobietą okazała się silniejsza od zwykłego ludzkiego uczucia - głodu.

05-11-2017 / I feel so alone ...

Mam 17 lat. Przez całe moje życie nie pojawił się żaden chłopak,który by się we mnie zakochał.
Nie było nikogo,kto powiedziałby mi,że jestem dla niego najpiękniejsza.
Nie było nikogo,kto byłby o mnie zazdrosny.
Nie było nikogo,kto o mnie śnił.
Nikt nigdy nie marzył,by spędzać ze mną czas.
To takie smutne.
Nie dość,że rodzina i przyjaciele mają w dupie to,co się ze mną dzieje to nawet nie mam kogoś,kto chętnie by mnie przytulił.

05-11-2017 / Uświadomienie sobie,że jednak mam problem...

Witajcie!
Wczoraj właśnie uświadomiłam sobie,że to wszystko naprawdę trwa pół roku. 
Mam bulimię i nie robię kompletnie nic,żeby sobie pomóc.
Co sprawiło,że zmieniłam tok myślenia?
Zaczęłam czytać artykuły o bulimii i ogólnie oglądałam film ,,Kiedy przyjaźń zabija" i wtedy do mnie coś dotarło.
Ja naprawdę mogę od tego umrzeć.
Mogę dostać zawału albo moje serce po prostu się zatrzyma.
To straszne.
Ale straszniejsze jest to,że to wszystko trwa te jebane pół roku i nikt kurwa nawet nie zapytał.
Co jest straszniejsze,hm?
To,że mogę umrzeć czy to,że nikt tego nie zauważa?
Aczkolwiek mimo tego wszystkiego,wiem,że nie przestanę. No przynajmniej sama nie dam rady.
W ogóle kurwa nie wyobrażam sobie tego,że mogłabym żyć bez bulimii.
To jest cząstka mnie. Cząstka,która siedziała we mnie już od dawna. Jak mogę się jej pozbyć?
Co do alkoholu to dzisiaj jest pierwszy dzień od dwóch tygodni,kiedy nie budzę się na kacu.
W sumie fajnie jest,bo głowa mnie nie boli i nie zataczam się o ściany,a no i mnie nie suszy.
Ale nie będę pisać głupot,że nie będę piła albo coś w tym stylu,bo to nie prawda. Prędzej czy później się napije.
Podejrzewam nawet,że jutro kupie sobie rano setę i będę ją piła przez cały dzień,żeby móc jakoś logicznie myśleć.
Wczorajszy dzień był ogólnie trudny. Zawsze dzień po tygodniach chlania jest trudny. Dzisiaj natomiast jest już lepiej. Mam nadzieje,że mi nie odwali i nie pójdę chlać,bo to się na bank źle skończy.
Dobra,na tą chwilę kończę ten post. 
Zapewne napiszę jeszcze jutro.
Trzymajcie się.
M.

sobota, 4 listopada 2017

04-11-2017 / Mój mały sekret.

Tak sobie myślałam o tym,czy warto to tu pisać.
Nikt właściwie nie czyta tego,co piszę,więc uznałam,że nie mam nic do stracenia.
Jak zawsze.
Zaczynając bloga nie wspomniałam o jednej bardzo ważnej i istotnej rzeczy,która dotyczy mnie.
Poza tym,że mam bulimię i tym,że mam problem z alkoholem jest jeszcze coś.
Niestety cierpię od roku na nerwice lękową. Nie zdiagnozowaną,ale wiem,że to jest nerwica. Wszystkie objawy się zgadzają.
To jest chyba największy z moich problemów.
Bo z alkoholizmem da się żyć,z bulimią też. Ale z tym jest naprawdę ciężko. 
Niektórzy nie wychodzą z domu nawet. Ja na szczęście nie mam takiego problemu. Bo wtedy musiałabym pić w domu.
I do tego sama. To byłoby smutne.
A no tak. Bo najebanie sie ze znajomymi do utraty pamięci to jest kurwa wesołe.

04-11-2017 / Imprez ciag dalszy ...

Nieźle pojechałam. Znowu nie pamiętam jak wróciłam do domu.
Piszę to na jebanym kacu.
Wiem,że mój ojciec był w domu jak wróciłam. Mam szczerą nadzieję,że niczego nie odjebałam.
Pierdoliłam głupoty o dziubku. Tęsknie za nim. Coraz bardziej myślę o tym,żeby powiedzieć mu o tym,że się w nim zakochałam.
Właśnie mnie olśniło.
Piję,bo nawet nie chcę dopuścić do siebie uczuć związanych z nim. Nie chcę za nim tęsknić. Boję się tego. Nie chcę pozwolić sobie na uczucia,tak jak to było ze słoneczkiem. 
Myślę o nim cały czas,udając,że nic dla mnie nie znaczy,a tak naprawdę marzę tylko o tym,żeby go przytulić.
Nie planowałam tego wszystkiego,ale nie miałam szansy podjąć decyzji.
Chcę mi się płakać. Zajmuje się byle czym,tylko dlatego,żeby nie mieć szansy myśleć o nim,a i tak to robię.
Zastanawiam się ciągle,co robi. 
Co do jedzenia to nawet mi się nie chcę. Jeśli jem to tylko dlatego,żeby to zwymiotować. Zazwyczaj nie czuję głodu.

piątek, 3 listopada 2017

03-11-2017 / Drugi nałóg.

Ostatnio coraz więcej pije. Prawie codziennie. Od dawna nie było takiego tygodnia,w którym nie piłabym w ogóle.
A najgorsze w tym wszystkich jest to,że nie wiem,czemu pije. 
Zawsze jak idę,trzymając w ręku reklamówkę z piwami zastanawiam sie jaki to ma sens.
I nie wiem,czy chodzi mi o sens picia czy życia.
Możliwe,że moje picie jest związane z bulimią,a może z tym,że tęsknie za Dziubkiem,ale nie chcę dopuścić tego do wiadomości.
W sumie nudzą już mnie te rozmowy z nim o zwykłych rzeczach. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o nim,ale nie wiem jak zacząć to wszystko. 
Gdybym go gdzieś spotkała na spacerze samego to może,ale tak to nie wiem,nie mam po prostu pomysłów.
Po prostu te spotkania kilkuminutowe już mi nie wystarczają. Chciałabym z nim pogadać,a nie tylko patrzeć na niego jak jakaś idiotka.
Co do ostatnich dni i mojego ,,odżywania" to pierwszego listopada niestety musiałam zjeść obiad rodzinny,którego nie sposób było zwrócić. Ale nie jadłam nic wcześniej i w sumie trochę mi się należało. Poza tym,bolały mnie żebra strasznie i ogólnie kurwa wszystko,a po zjedzeniu poczułam sie znacznie lepiej.
Czy te objawy to znak,żeby przestać?
No cóż,niestety nie mogę tego zrobić.
Wczoraj zjadłam tylko dwie kanapki i małą miseczkę płatków owsianych z suszonymi owocami. Co prawda te płatki jadłam pod wieczór,ale szłam pić i wolałam zjeść w domu coś normalnego,żeby później nie jeść jakiś czipsów czy innego gówna.
Dzisiaj zjadłam miskę płatków na śniadanie, na obiad łyżkę ziemniaków z czerwonym barszczem i słuchajcie - nie zwymiotowałam tego.
A czemu?
Bo mam tak ogromnego kaca,że nawet mi się nie chciało.
Wczoraj trochę przegięłam w sumie.
Najebałam się tak bardzo,że nie pamiętam nic z mojego powrotu do domu.
Mam nadzieję,bardzo szczerą,że dziubek wtedy nigdzie tam nie jechał. Bo gdyby mnie zobaczył w takim stanie to trochę lipa w sumie.
Poza tym wyjebałam wczoraj 4 piwa i to dość mocne,a później jeszcze setkę piłam.
Przedwczoraj natomiast (01-11) wypiłam dwie tatry i somersby.
A najlepsze jest to,że dzisiaj też będę piła.
Zaczynam się bać,że mam z tym jakiś problem.
Ale to tylko przed chwilę mam takie myśli. Później pije i się tym nie przejmuje,bo chcę więcej i więcej,aż napierdole się tak bardzo,że nie dam rady pić.
Dobra,kończe na dzisiaj. Może jeszcze napiszę. 
M.

wtorek, 31 października 2017

01-11-2017 / Czy warto w ogóle zaczynać się odchudzać? Jak to było ze mną?

Myślę,że odpowiedzi na to pytanie jest mnóstwo.
Niektórzy powiedzą,że tak,ale z głową i zdrowo. No cóż,ja tak nie powiem.
Inni stwierdzą,że można trochę się tam pobawić z tym odchudzaniem,ale jak się w to wciągnie to trudno przestać. 
Co ja mam na ten temat do powiedzenia? No cóż,czytajcie jeśli chcecie wiedzieć.
Na początku mojej walki z wagą (nie wiem,jak inaczej mogę to nazwać) miałam zamiar schudnąć tylko trochę. Tak,żeby jakoś tam wyglądać. Potem zaczeło mi się to w sumie podobać,bo ubrania coraz lepiej na mnie leżały (ps teraz na mnie wiszą,a nie leżą) i ludzie dookoła zaczęli zauważać,że chudnę.
Czułam się lepiej sama ze sobą. Bo wiedziałam,że inni widzą,że coś ze sobą robię. Że nie siedzę na dupie i nie obżeram się jak świnia,jak to miałam kiedyś w zwyczaju robić.
No dobra,obżeram się,ale przynajmniej coś z tym robię - wymiotuje.
Do tego przecież ćwiczę,a czasami nawet bardzo dużo. Tak dużo,że muszę przespać kilka godzin,żeby odzyskać siły.
A jak ma się bulimie,a do tego dużo ćwiczy i pije mnóstwo kawy oraz alkoholu to uwierzcie mi,że potrzeba do tego dużo siły.
No cóż i tak jakoś mineło pół roku mojego odchudzania.
I muszę wam przyznać,że narazie chyba nie mam zamiaru przestać. 
Szczerze?
Nie wyobrażam sobie bez tego życia.
Nie chcę znowu czuć się źle. Nie chcę,żeby ludzie szeptali,że znowu się roztyłam.
Nie lubię bardzo,kiedy inni mówią o mnie takie rzeczy.
Tak. Mam problem.
Ale nie dam rady prosić kogoś o pomoc. Mam w sumie nadzieje,że ktoś to zauważy. Ktoś z przyjaciół,rodziny,nauczycieli albo lekarzy.
KTOKOLWIEK.
Bo narazie chyba jeszcze nie jest za późno na ratunek.
Tylko tu pojawia się pytanie: czy ktoś jeszcze chcę mnie ratować? Czy komuś na tym zależy,żebym była zdrowa?
Kończę narazie ten post,bo jest godzina 00:19. Mam zamiar jeszcze poćwiczyć i trochę się pouczyć albo poczytać. 
Pa.
M.

Kim jestem,dlaczego i o czym będę pisać.

Hej wszystkim!
Dzisiejszy dzień to dzień ważny dla mnie,bo zaczynam pisać o tym,co jest moim ,,problemem".
Zacznę może od początku. Na początku czerwca zaczęłam się odchudzać. Odmawiałam sobie właściwie wszystkiego,co kochałam,czyli czipsów,pizzy,kebabów i innych takich rzeczy. Nie piłam nawet coli. Kawa i herbata bez cukru oczywiście.
Na początku było dość łatwo,bo czułam się chudsza,a waga to potwierdzała. Miałam motywacje.
Pewnie zastanawia was dlaczego w ogóle zaczęłam się odchudzać. Odpowiedź jest dość prosta i powszechnie znana - zakochałam się. Oczywiście osoba,którą obdarzyłam uczuciem nie miała i nadal nie ma pojęcia,że to dla niej. Aczkolwiek zauważyła,że schodłam i to nawet wczoraj.
Na początku mojej trudnej drogi z odchudzanie nawet nie zdawałam sobie sprawy,że to chodzi o niego. Uświadomiłam sobie to dopiero nie dawno,po pijaku.
Ale wróćmy do głównego tematu tego wpisu.
Mój problem z jedzeniem polega na tym,że mam bulimie. Na początku miałam zamiar schudnąć trochę i ,,zerwać" z wymiotami,ale na ta chwilę nie wyobrażam sobie bez tego życia.
Panicznie boję się przytyć,bo schudłam tak dużo, więc wymiotuje prawie wszystko,co zjem. Piszę prawie,ponieważ są rzeczy,których nie zwracam, na przykład owoce czy warzywa,a czasami nawet płatki owsiane,ale tylko jeśli zjem je rano.
Coraz trudniej przychodzi mi wymiotowanie. Jestem wykończona tym i codziennymi ćwiczenia,których robię coraz więcej. Zaczynam myśleć o tym,żeby kupić jakieś tabletki przeczyszczające tylko nie do końca wiem,na czym polega ich działanie.
Cóż,na tą chwilę chyba kończę ten post. Jeśli ktoś to wogóle przeczyta i będzie miał jakieś pytania to chętnie odpowiem .
M.