niedziela, 26 listopada 2017

26-11-2017 / Dlaczego ciągle jestem taka gruba?

W ciągu całych dni prawie nic nie jem. Pije herbatki odchudzające,zieloną herbatę i błonnik. Biorę chrom,witaminę B6 i magnez. Do tego pije herbatki przeczyszczające. Ćwiczę. Wymiotuje,a nawet się kurwa głodzę.
I nie rozumiem jednego.
Dlaczego ciągle jestem taka gruba?
Rozumiem,gdybym tylko wymiotowała,tak jak na początku,to logiczne,że moja waga stałaby w miejscu. 
Ale w połączeniu z tym wszystkim powinnam raczej kurwa być coraz chudsza.
A tymczasem moja waga i wymiary w ogóle się nie zmieniają. Dlaczego?
Jestem wściekła na siebie. Tak bardzo się staram być coraz chudsza,a tymczasem nie dość,że moja waga stoi w miejscu to jeszcze pewnie nie długo zacznę tyć.

Wczoraj wypiłam herbatkę przeczyszczającą. Oczywiście przeczytałam i na opakowaniu i w internecie,że działa ona po 8-12 godzinach,więc efektów spodziewałam się rano. 
I mogę z czystym sumieniem stwierdzić,że działa. Na mnie zadziałała nawet dwa razy.

Muszę kończyć narazie,bo chcę jeszcze napisać w pamiętniku.
Napiszę jeszcze wieczorem.

Trzymajcie sie,
M.

sobota, 25 listopada 2017

25-11-2017 / No cóż.

Wczoraj zrobiłam sobie głodówkę. Wytrzymałam tylko do 17,albo aż do 17.
Niestety później zaczęłam jeść wszystko,co było w domu. No dobra,prawie wszystko. A później wymiotowałam i tak po każdym posiłku. Ale czułam się szczęśliwa. Poza Łukaszem tylko to mi sprawia przyjemność.
Od pół roku moje życie kręci się wokół wagi,jedzenia i kalorii. Najgorsze jest to,że nie widzę w tym problemu,a chyba powinnam. Po prostu jest chyba dobrze tak jak jest.
Dawno nie byłam tak szczerze szczęśliwa. Nie mogę sobie przypomnieć momentu,kiedy obudziłam się ze szczęściem w sercu.
Dużo też myślę o słoneczku. Tylko jego chyba naprawdę kochałam. Nie jestem pewna,czy kiedyś kogoś obdarzę tak mocnym uczuciem jak jego. Nie wiem,czy będę w stanie dla kogoś tak bardzo zaryzykować jak dla niego. Bo to była prawdziwa miłość,serio. Tak wiele dla niego poświęciłam i byłam gotowa poświęcić.
Dzisiaj zjadłam tylko kanapkę z kawałkiem sera,szynki i pomidora. Chleba oczywiście razowy.
Do tego wzięłam już chrom,witaminę B6 i wypiłam swoje odchudzające herbatki oraz kawę. Mam nadzieje,że dzisiaj uda mi się nie zjeść dużo. Od wymiotowania boli mnie głowa strasznie.
Najgorsze w moim odchudzaniu jest chyba to,że robię to po to,żeby nie myśleć o innych rzeczach, które mnie dołują i martwią. Oczywiście chodzi też o wagę,ale to nie jest największy problem. Teraz już rozumiem to,co pisali na tych wszystkich forach,że anoreksja i bulimia są przez problemy. Bo to prawda. Nie chcąc myśleć o wszystkich złych rzeczach,które nas otaczają uciekamy w te zaburzenia. I wtedy żyjemy w swoim świecie,w którym najważniejszym zmartwieniem jest to czy waga spadnie albo to ile dzisiaj zjemy,czy uda nam się wytrzymać z głodem?
Nie piję równo tydzień. Od tej akcji z moim przyjacielem minął równo tydzień i od tamtej pory się z nim nie odzywam. On piszę,że mogłabym zacząć się odzywać i takie inne rzeczy,ale chyba narazie nie jestem gotowa. Straciłam nad sobą kontrolę,a tego nie lubię,a wręcz nienawidzę.
W ogóle cały tydzień siedzę w domu. Wychodzę tylko do szkoły i z tatą na zakupy. Jakoś nie ciągnie mnie do ludzi. Jak jestem z innymi to robię się drażliwa. Nawet w szkole ostatnio zbyt często mi się to zdarza.
Kończę chyba na dzisiaj,bo mam zamiar zrobić jeszcze parę rzeczy.
Napiszę może później,czy udało mi się wytrzymać :)
Trzymajcie się,
M.

środa, 22 listopada 2017

22-11-2017 / Wspomagacze.

Pije błonnik i biorę chrom. Błonnik pomaga,ale nie dość mocno,żeby mnie to zadowolić,a chrom pomaga i to nawet bardzo,bo w ogóle nie chcę mi się po nim jeść. Albo w sumie sobie wmawiam tylko, że nie chcę mi się jeść,ale nawet jeśli to dobrze,bo w ogólnym rozrachunku nie muszę jeść.
Dzisiaj zjadłam bardzo mało. Jest 18,a mój bilans wynosi tylko 400 kcal. Dzielnie wytrzymuje te 3 godziny do kolejnych posiłków. Jestem głodna to fakt,ale kiedy jest się głodnym to się chudnie,a ja chcę chudnąć.
Dzisiaj czułam się bardzo dziwnie. Byłam tak głodna,że aż szczęśliwa. Już kiedyś tak miałam. To fajne uczucie. Czujesz się szczęśliwy mimo tego,że jesteś głodny. Ba,czujesz się tak szczęśliwy,że nie potrzebujesz jedzenia. I nie musisz jeść.
Do kolejnego posiłku pozostało równo 43 minuty. Nie chcę jeść,ale jeśli nie będę jeść regularnie to może to mieć poważne skutki dla mojego zdrowia,a nawet życia.  
Wiem,że jak zjem to będę spokojna i mój organizm też,bo dostanie to,czego się tak domaga cały dzień.
Chcę już jutra. Wezmę sobie chrom po śniadaniu,wypije całą butelkę 0,5 błonnika i będzie git. Może dam radę wytrzymać kolejny dzień z maksymalną ilością jedzenia.
Łukasza widziałam w poniedziałek. Niby przedwczoraj,ale wydaje mi się jakby minął przynajmniej rok od tego spotkania. Był taki cudowny,śmiał się. Boże,jak on się śmieje. Jak tylko pomyślę o tym śmiechu to wszystko staje się lepsze,wszystko wydaje się takie proste. Nawet to nie jedzenie.
Zobaczę go pewnie tak około 5 grudnia dopiero,bo nie mam możliwości spotkania z nim wcześniej. Znaczy mam,ale nie chcę się narzucać za bardzo. Dam mu trochę czasu,żeby się za mną stęsknił,bo ja to już się nie mogę doczekać,kiedy znowu spojrzę w jego oczy i usłyszę jego cudowny głos. 
A może znowu się będzie śmiać?
Chciałabym.
Jak na tą chwilę kończę,bo mój brat siedzi nie daleko i mam wrażenie,że próbuje przeczytać to,co tu piszę.

I pamiętajcie: Pustka jest czysta,głód jest lekarstwem.

Trzymajcie się,
M.

niedziela, 19 listopada 2017

19-11-2017 / Osiemnastka.

Wczoraj się hardkorowo najebałam na 18 brata mojego przyjaciela. Ale plusem jest to,że prawie nic nie zjadłam. Tylko dwie małe kanapeczki i kilka szaszłyków z warzywami. Za to wódki wypiłam hardkorową ilość.
Kurwa do tego to prawie się przespałam z najlepszym przyjacielem. 
Ja pierdole. To takie żenujące. Nie wiem jak ja mu teraz w oczy spojrzę. Wogóle próbowaliśmy to robić przez 3 godziny i nic z tego nie wyszło. Byliśmy tak pijani po prostu.
Odchudzanie idzie mi bardzo dobrze. Prawie nic nie jem,ubrania już na mnie wiszą. Ale powiem wam jedno - będą wisieć bardziej. 
M.

sobota, 18 listopada 2017

19-11-2017 / żyje

Jestem pijana. Wyrzygałam wszystko. Kkurwa aż mi palec krwawi od wymiotów

18-11-2017 / Wpis po czasie :D

Mój pobyt w szpitalu był dość wysoko kaloryczny,bo nie żałowałam sobie żadnego jedzenia. I oczywiście przytyłam 1,5 kg. Ale spokojnie,już zrzuciłam 1 kg.
Teraz natomiast siedzę na kacu. Wczoraj trochę pochlałam,ale do 13 pewnie mi przejdzie.
Zrobiłam sobie śniadanie. Standardowo - 2 kromki chleba razowego z wędliną. Ale zjadłam tylko jedną,drugiej nie wcisnę,po prostu nie dam rady.
Wczoraj zjadłam 3 frytki,ale to nic. Tylko 36 kcal.
Zaraz zobaczę,kiedy dodałam tutaj pierwszy wpis. Chcę wiedzieć ile już się odchudzam.
Wogóle ważyłam się we wtorek i pokazało się 51,5 kg,czyli o 2 kg mniej niż w zeszłym tygodniu.
M.

czwartek, 16 listopada 2017

16-11-2017 / Samotność

Najgorsze w tym wszystkim jest to,że nie masz kogoś,komu by Cię brakowało.
Chcesz umrzeć,ale zdajesz sobie sprawę,że nikt nie zatęskni. Nie będzie kogoś,kto będzie płakał w nocy,żeby tylko Cię zobaczyć.
Każdy zapomni,nie ważne czy po kilku dniach czy tygodniach,ale zapomni. Nie mam nikogo,kto czekałby na kogoś podobnego do mnie latami. 
To takie smutne. Naprawdę smutne.
To wszystko przez to,że jestem gruba i brzydka.
Gdybym była chuda to byłabym ładna,a gdybym była ładna to na pewno znalazłby się ktoś,kto chciałby się mną zaopiekować,zatroszczyć się mną.
Ale jak na razie,czyli teraz,kiedy jestem gruba to nikt się mną nie interesuje,bo po co interesować się jakimś grubasem?
Dopóki będę gruba to będę samotna.
Nikt przecież nie chcę się pokazywać z grubasem,prawda?
M.

piątek, 10 listopada 2017

11-11-2017 / Mała porada :D

Uwaga moje drogie,
jeśli jesteście głodne to wypijcie szybko jak największą ilość wody.
Wiem,że każda dziewczyna,która się odchudza to wie,ale ja dopiero dzisiaj zrozumiała,o co w tym chodzi.
Otóż gdy mój tata wrócił z pracy to przywiózł ze sobą czipsy,moje ulubione,bo paprykowe. Oczywiście miałam ogromną ochotę je zjeść,ale zamiast tego,mimo późnej godziny zjadłam pomidora, który był lepszym rozwiązaniem.
Nadal jednak chciałam je zjeść.
Wpadłam na pomysł,żeby napić się wody.
Wypiłam dwa ogromne kubki po 300 ml i poczułam się taka pełna,że nawet pomidora już bym nie zjadła.
Także polecam.
M.


10-11-2017 / Hmm ...

Ponieważ nie wiedziałam jaki tytuł dać temu postu dałam taki,żebyście wiedzieli,że będą w nim moje przemyślenia.
Boli mnie głowa i trochę brzuch,ale myślę,że to nie od nie jedzenia tylko od kawy i tego,że bardzo mało śpię właśnie kurczę przez kawę. Niestety nie za bardzo mogę zrezygnować z jej picia,bo bez niej nie wytrzymam bez jedzenia. Taka trochę transakcja wiązana.
Po wczorajszym dniu,w którym było mi naprawdę trudno dzisiaj poszło mi trochę lepiej. Wiedziałam już,że będę odczuwała głód. Cóż,mój organizm musi się przyzwyczaić do tego,że jem teraz tak mało.
Potrzeba tylko trochę czasu.
Najgorsze jest to,że mimo tych dolegliwości,o których wspomniałam wyżej,nadal nie chce jeść. Mój sukces z umiejętnością panowania nad głodem przewyższa to,że jestem głodna i źle się czuje.
Cały czas przeglądam jakieś blogi na temat pro-any,oglądam filmy na ten temat,a na telefonie i komputerze mam mnóstwo thinspiracji. Zastanawiam się,co czują dziewczyny,które żyją w ten sposób od miesięcy. Ja co prawda drugi dzień dopiero,co wydaje mi się śmieszne,bo od pro-any nie umiera się po dwóch dniach ani nie słabnie.
Czy one też odczuwają takie dolegliwości jak ja? Czy też nie mają siły na nic i są trochę zdezorientowane? Jeśli tak,to dlaczego nie przestają? Czy z tego samego powodu,co ja? Bo są tak zachwycone,że potrafią się kontrolować,że coś im się uda i zdrowie idzie w cień?
Myślę,że coś może w tym być.
Chyba zaraz położę się spać. Trochę się obawiam,bo zeszłej nocy miałam koszmary,ale wtedy ostatnią kawę wypiłam o 20,a dzisiaj tak około 17:30,więc to może przez to.
Jestem jednak zmęczona,a oczy mi się zamykają. Książkę dokończyłam,więc właściwie nie ma nic, czym mogłabym się jeszcze zająć.
Właściwie to z tymi moimi dolegliwościami przesadzam,bo to dopiero drugi dzień,DRUGI,a ja zachowuje się tak,jakby to trwało rok. Zawsze miałam to w zwyczaju. Zawsze wmawiałam sobie problemy.
Do jutra,
M.


10-11-2017 / Daje radę kolejny dzień!

Jedzenie mnie nie uszczęśliwi. 
To prawda,jestem głodna,ostatnio nawet często,ale co mi po tym jak zjem? Tak daleko już doszłam. Drugi dzień udaje mi się wytrzymać bez rzygania. Jem od 500 do 650 kcal dziennie. To chyba mało,ale mi nadal się wydaje,że to za dużo. Do tego robię ćwiczenia,jeżdże na rowerze i oczywiście pije mnóstwo kawy,żeby mieć energie i nie musieć jeść. 
We wtorek jadę do szpitala,chcę wyglądać dobrze,kiedy się rozbiorę,a oni będą mnie badać.
W szkole nie byłam od poniedziałku i od poniedziałku nie pije. Z tym nie piciem to dobrze w sumie,bo ostatnio naprawdę przegięłam,kiedy wypiłam te 0,5 wiśniówki.
Jutro mam zamiar się napić wódki. Nie planuje dużo,ale od poniedziałku nie piłam i bardzo mało jadłam więc chyba mi się należy. Najbardziej się boję tego,że po alkoholu włączy mi się gastro i nie będę mogła się powstrzymać z jedzeniem. Mam nadzieje,że tak nie będzie. 
Zastanawiam się w poniedziałek,czy ktoś zauważy,że nadal chudnę. Klasa nie widziała mnie od tygodnia,więc mam nadzieje,że przez ten tydzień widać,że schudłam.
Tak,chcę,żeby było to widać. Chcę,żeby każdy zrozumiał,że anoreksja to nie do końca jest choroba. Ja wiem,w co się pakuje i zdaje sobie sprawę,że to może być niebezpieczne,ale to jest mój i tylko mój świadomy wybór.
Anoreksja nie musi być zła.
Znaczy ja nie mam anoreksji,ale jestem pro-ana,a to znaczy,że chcę żyć jak anorektyczka.
Jedzenie nie daje szczęścia. Jedzenie sprawia,że czujemy się smutni i mamy poczucie winy,a czy ktoś chcę to czuć? Bo ja nie ..
Mam nadzieję,że to  wszystko uda mi się utrzymać jak najdłużej.
Naprawdę chcę być chuda,ale tak się zastanawiam,czy nadal chcę to robić dla Łukasza czy dla siebie, bo gdy teraz o tym myślę to chyba bardziej dla siebie. 
Chcę udowodnić wszystkim,że potrafię coś osiągnąć,że pracuje nad sobą,a nie siedzę na dupie i się obżeram. 
Powiem wam nawet,że moje postanowienie o ustaleniu pro-ana jako stylu życia góruje nad moim zdrowiem. To jest akurat trochę dziwne,ale trzeba mieć cele i marzenia i je spełniać mimo wszystko,prawda? Przecież każdy tak mówi.
Kończę na dzisiaj,bo chcę dokończyć książkę,a zostało mi jeszcze 100 stron.
Napiszę jutro napewno.
Trzymajcie się.
M.

10-11-2017 / To styl życia.

Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie,że pro-ana to nie żadna dieta.
To styl życia,który my sami sobie wybieramy.
To nasz świadomy wybór. To nasze świadome dążenie do tego,żeby być piękna bądź pięknym.
My możemy jeść,ale wiemy,że nie jest to konieczne. Dlatego ograniczany nasze jedzenie do mininum.
Czasami chyba nawet nie chodzi o to,żeby być chuda,tylko o to,że nie lubimy jeść. Buntujemy się nie przeciw ludziom,ale przeciw jedzeniu.

czwartek, 9 listopada 2017

09-11-2017 / Jestem szczęśliwa!

Wypiłam dzisiaj maksymalną ilość kawy,
naprawdę. Chyba z 5 kubków i to dużych.
Poza tym jadłam dzisiaj bardzo mało i jestem z siebie tak bardzo zadowolona.
Doszłam do wniosku,że za wiele od siebie wymagam. Wczoraj zjadłam te czipsy i przez to poniosłam małą porażkę,ale nie mogę przecież tak od razu rzucić jedzenia. 
Z czasem po prostu będę ograniczać jedzenie, eliminując z mojego życia bulimię.
Nigdzie nie widziałam przypadku,gdzie z bulimii przechodzi się w anoreksje. Zawsze było wręcz przeciwnie. 
Co prawda narazie nie było ani jednego całego dnia,w którym wytrzymałabym na głodzie,ale może to będzie dzisiaj? Może właśnie dzisiaj mi się uda?
Mam szczerą nadzieję,że tak będzie.
Narazie dobrze mi idzie,bardzo dobrze nawet. Kiedy dotykam swojego ciała i czuję,że jest coraz chudsze mam chęci do dalszego odchudzania i jestem najzwyczajniej w świecie szczęśliwa,bo spełniam swoje marzenie o byciu naprawdę szczupłą.
Ta myśl wydaje mi się coraz mniej abstrakcyjna. Mogę być chuda,naprawdę mogę taka być. I taka będę.
Nie wiem,czy jeszcze będę tu pisać. Postaram się.
Trzymajcie się.
M.


09-11-2017 / Nerwy i motywacje.

Mój ojciec właśnie powiedział mi,że mam gruby tyłek.
Nie powiedział tego po chamsku,tylko w żartach,ale jednak to powiedział.
I ludzie się późnią dziwią,że dziewczyny takie jak ja wpadają w anoreksje albo bulimię Najbardziej się dziwią rodzice,zastanawiają się gdzie popełnili błąd. Wtedy ,,chore" dziewczyny się nie odzywają,ale pamiętają.
Ja jestem jedną z takich dziewczyn. Cały czas słyszę w głowie te komentarze,cały czas się nad nim zastanawiam.
To takie smutne.
Schudłam tak dużo przez ostatnie pół roku wymiotując,a teraz prawie nic nie jem.
Do tego obojczyki widać mi bardziej niż wcześniej.
Moje życie kręci się wokół odchudzania. Przynajmniej nie myślę o Łukaszu,a kiedy o nim nie myślę to nie tęsknię,a kiedy nie tęsknie to nie cierpię.
Widziałam go we wtorek,a czuję się tak jakbym widziała go rok temu.
M.


środa, 8 listopada 2017

08-11-2017 / Dumna.

Siemanko!
Jestem z siebie naprawdę mega dumna,bo właściwie mało dzisiaj zjadłam. Nie liczyłam kalorii,ale myślę,że około 300 kcal. Do tego tylko 2 kawy.
Najlepsze w tym wszystkim jest to,że czuję się tak jakbym nie potrzebowała jedzenia.
Tak jak wspomniałam w poprzednim poście,moje nie jedzenie to bunt. 
Do tego w domu babcia zmusza mnie do jedzenia obiadów,które jak sami się domyślacie,są bardzo kaloryczne. A jak odmawiam to udaje,że się źle czuje.
Niestety,nie mogę jeść i nie będę tego robić.
Co prawda jest dopiero 17:30.

09-11-2017 / No i kurwa poległam.

Kiedy tata wrócił z pracy to zjadłam kilka czipsów. Nie mogłam się powstrzymać. Mój brzuch wyglądał naprawdę dobrze,więc postanowiłam,że jeśli zjem i wyrzygam to nic się nie stanie,ale chyba się stało.
Tak naprawdę to nie byłam głodna,naprawdę nie musiałam jeść,a jednak zachcianka wzięła górę.
Oczywiście czuję się z tym źle,ba,nawet bardzo źle. Teraz czuje się tak mega gruba. Czuje,że przytyłam. Czuję też wstręt do samej siebie. 
I wymyśliłam sobie kare. Po prostu do południa,minimum do 14 nie w będę nic żreć. To mnie ukaże,muszę poczuć naprawdę mocny głód,żeby zobaczyć,że wczoraj naprawdę nie musiałam jeść.
Do szkoły nadal nie chodzę,bo mam zwolnienie do końca tego tygodnia,a w przyszłym jadę do szpitala,więc jest gites.
Nie chcę chodzić do szkoły,nie chcę,żeby oglądali mnie grubą.

08-11-2017 / Polegam ..

Jestem tak bardzo głodna. Jakiś czas temu zjadłam kanapkę z kawałkiem szybki i plastrem pomidora.
Nie chcę jeść,ale mój organizm się tego domaga.
Boję się,że polegnę.
Nie chcę rzygać,ale nie chcę też przytyć. 
Jedzenie to tylko chwilowa zachcianka,bo co mi po nim?
Jeśli znowu zacznę się obżerać to znowu będę gruba,a rzygać przecież nie chcę,pisałam.
Mój cel to 42 kg,a bez poświęceń tego nie osiągnę.
Muszę wytrzymać dla siebie i dla Łukasza.
Dam radę !

08-11-2017 / Bunt.

Postanowiłam,że moim buntem na brak miłości ze strony Łukasza będziesz to,że przestanę jeść. Będę się głodzić aż padnę. Nie wiem,czy mi się to uda,ale postaram się.
Prawda jest taka,że nie chcę jeść.
Jedzenie to jedna z rzeczy,których potrzebuje najmniej.
Potrzebuje miłości,a nie jedzenia. Gdy nie jem czuję się szczęśliwa. Naprawdę. To pojebane,ale taka jest prawda. Gdy czuję głód to myślę o głodzie,a nie o Łukaszu.
Jeśli jakiś psycholog będzie szukał powodów moich zaburzeń odżywiania to nie będzie z tym problemu.
Powód tego wszystkiego to Łukasz. Ale to nie jego wina,bo on nic o tym nie wiem. Nawet nie wie,że go kocham.
Po prostu jeszcze nie zasługuje na jego miłość. Jestem zbyt gruba. Tak,jestem gruba. Gdybym była chuda to byłabym ładna,a gdybym była ładna to pewnie bym mu się podobała.
Tak bardzo za nim tęsknię. Właściwie to nie znam go zbyt dobrze,ale jest w nim coś wyjątkowego. Coś dziwnie pociągającego,czego nie da się opisać słowami. Takie rzeczy się tylko czuję.
Kiedy czuję głód to wiem,że chudne.

wtorek, 7 listopada 2017

07-11-2017 / Kolejny ciąg ...

Nieźle się wczoraj uchlałam. Wypiłam 0,5 wiśniówki.
Ni chuja nic nie pamiętam.

Moi znajomi się wkurzyli,powiedzieli też,że nie będą ze mnie więcej pili.
Chuja,całe poprzednie wakacje piłam sama to teraz też mogę pić,ale narazie chyba nie chcę.
Dieta idzie mi świetnie. Prawie nic nie jem. Wymiary trochę idą w dół.
Cel to 42 kg, miesiąc temu ważyłam 53. Mam nadzieje,że do końca tego roku mi się to uda.
Chciałabym przestać czuć swój brzuch na każdym kroku,chciałam,żeby moje uda się nie machały.
Jestem silna.
A jeśli nie dam rady to będę rzygać,no trudno.
Trzymajcie sie,
M.

poniedziałek, 6 listopada 2017

06-11-2017 / Kolejny dobry dzień.

Dzisiejsza kanapkę,która sobie zrobiłam oddałam koleżance. Dlaczego? Żeby mnie nie korciło,żeby ją zjeść. Czuję się z tym dobrze. Ono wszyscy jedzą,bo są głodni. Ja też jestem głodna,ale mam nad tym kontrolę.
Wracam ledwo do domu. Przez 6 godzin w szkole nic nie jadłam. Nikt nie zna mojego sekretu i nikt go narazie nie pozna. Placzą mi się nogi,bo nie daje rady iść,ale to dobrze.
W domu zjem moje 140 kcal,pierwsze dzisiaj. Mimo że jestem głodna to chciałbym zjeść jak najpóźniej.
Od 11 burczy mi w brzuchu,ale to przyjemne burczenie.
Czuję się piękna,ale uda nadal mi się machają. I to daje mi motywacje i dzięki temu nie chcę mi się jeść mimo tego że jestem głodna.
Te całe nie jedzenie sprawia,że mam wszystko inne pod kontrola. Nie myślę o innych złych rzeczach tylko o tym,co zrobić,żeby nie musieć czuć głodu.
Moja twarz się zmienia. Nie jest już tak pulchna jak kiedyś .
Postanowiłam,że nie będę już wymiotować. Będę jeść kanapki jak najrzadziej,czyli wtedy,kiedy nie będę mogła wytrzymać z głodu.
Nie wiem,czy teraz należy mi się jedzenie. Nie zostałam na ostatnią lekcję mimo,że powinnam. W domu zrobię sobie kawę. Może ona pobudzi mnie wystarczająco by nie jeść.
Muszę być silna dla Łukasza.
W szkole oglądałam zdjęcia wychudzonych dziewczyn i to dawało mi siłę.
Ludzie,których mijam chyba myślą,że jesten pijana i dlatego krzywo idę. Jacy oni są głupi. Idą z torbami pełnymi jedzenia,przeżuwają i ... tyja. A ja mam siłę na to by być głodną.
Żołądek mi się sciska coraz bardziej. Mam nadzieję,że za jakiś czas wogóle nie będę potrzebować jedzenia.
Kręci mnie bycie nie naturalnie wychudzoną.
I taka właśnie chcę być.


niedziela, 5 listopada 2017

06-11-2017 / Coraz lepiej mi to wszystko idzie :D

Wczoraj trochę poległam. Zjadłam trochę wieczorem,ale wszystko zwróciłam jak najszybciej.
Nie mogę cały czas rzygać przecież,a wczoraj i tak dobrze mi poszło.
Do godziny 20 zjadłam tylko 300 kcal,no może 350.
Cały czas piłam kawę i paliłam i to dawało mi wystarczająco energii,żeby nie jeść. 
Jeśli dzisiaj nic nie zawalę to będzie naprawdę dobrze. 
Do szkoły zrobiłam sobie kanapkę (dwie kromki chleba zwykłego,dwa małe plasterki szybki wędzonej i jeden plasterek sera),która ma około 240 kalorii.
Jeśli przez cały dzień w szkole,czyli od 8 do 15 zjem tylko to to będę z siebie naprawdę dumna.
Na tą chwilę nie chcę mi się jeść,wręcz powiedziałabym,że mam wstręt do jedzenia. Wczoraj wieczorem oglądałam filmiki o dziewczynach z anoreksją. Wzbudzają strach to prawda,przerażają nawet bym powiedziała,ale jest jeszcze coś. Żeby nie jeść trzeba mieć siłę,którą inni znajdują w jedzenie. 
Nie jedzenie to dążenie do bycia idealną,do perfekcji.
Kurwa,gadam jak anorektyczka trochę. 
Nie powinnam ich podziwiać,bo ich życie jest zagrożone. Ale one są szczęśliwe w pewnym sensie albo przynajmniej były bardzo,kiedy ich waga szła w dół.
Ostatnio oglądałam ciekawy film na netflxie o tytule ,,Abzurdah". Jest to jeden z nowszych filmów,bodajże z zeszłego roku. Opowiada historię dziewczyny,która zakochała się w starszym chłopaku poznanym na czacie. Wszystko idzie świetnie, ale później on z nią zrywa. Załamana dziewczyna zaczyna się głodzić i dużo pic po to,żeby później tym alkoholem wymiotować. 
Wpada w anoreksje. Zakłada bloga pro-ana,na którym opisuje swoje zmagania z chorobą i wspiera inne dziewczyny,które również mają ten sam problem. Piszę na nim,że jeść może każdy,od lekarza po robotnika,a one są inne,one nie muszą jeść z własnej woli. Twierdzi,że są wyjątkowe.
Czy mam takie same zdanie jak ona?
Myślę,że po części to prawda,bo rzeczywiście jeść może każdy i każde de facto to robi. Do tego,żeby nie jeść trzeba mieć mnóstwo siły, z tym również się zgadzam.
Ale czy te dziewczyny są wyjątkowe?
Myślę,że tworzą grupę,która na swój sposób jest wyjątkowa.

Teraz z innej beczki. Przeraża mnie mój humor. Odkąd wstałam to chodzę po domu i sobie podśpiewuje. Rano byłam przygnębiona, wypiłam kawę i może dlatego mój humor się poprawił i mam więcej energii.
Odkąd schudłam czuję się pewniejsza siebie. Moja ocena zdecydowanie wzrosła. Naprawdę czuje się kobietą. Do tego piękną.
Kończę narazie,bo zaraz wychodzę do szkoły. 
Trzymajcie kciuki,żeby chęć bycia piękniejszą kobietą okazała się silniejsza od zwykłego ludzkiego uczucia - głodu.

05-11-2017 / I feel so alone ...

Mam 17 lat. Przez całe moje życie nie pojawił się żaden chłopak,który by się we mnie zakochał.
Nie było nikogo,kto powiedziałby mi,że jestem dla niego najpiękniejsza.
Nie było nikogo,kto byłby o mnie zazdrosny.
Nie było nikogo,kto o mnie śnił.
Nikt nigdy nie marzył,by spędzać ze mną czas.
To takie smutne.
Nie dość,że rodzina i przyjaciele mają w dupie to,co się ze mną dzieje to nawet nie mam kogoś,kto chętnie by mnie przytulił.

05-11-2017 / Uświadomienie sobie,że jednak mam problem...

Witajcie!
Wczoraj właśnie uświadomiłam sobie,że to wszystko naprawdę trwa pół roku. 
Mam bulimię i nie robię kompletnie nic,żeby sobie pomóc.
Co sprawiło,że zmieniłam tok myślenia?
Zaczęłam czytać artykuły o bulimii i ogólnie oglądałam film ,,Kiedy przyjaźń zabija" i wtedy do mnie coś dotarło.
Ja naprawdę mogę od tego umrzeć.
Mogę dostać zawału albo moje serce po prostu się zatrzyma.
To straszne.
Ale straszniejsze jest to,że to wszystko trwa te jebane pół roku i nikt kurwa nawet nie zapytał.
Co jest straszniejsze,hm?
To,że mogę umrzeć czy to,że nikt tego nie zauważa?
Aczkolwiek mimo tego wszystkiego,wiem,że nie przestanę. No przynajmniej sama nie dam rady.
W ogóle kurwa nie wyobrażam sobie tego,że mogłabym żyć bez bulimii.
To jest cząstka mnie. Cząstka,która siedziała we mnie już od dawna. Jak mogę się jej pozbyć?
Co do alkoholu to dzisiaj jest pierwszy dzień od dwóch tygodni,kiedy nie budzę się na kacu.
W sumie fajnie jest,bo głowa mnie nie boli i nie zataczam się o ściany,a no i mnie nie suszy.
Ale nie będę pisać głupot,że nie będę piła albo coś w tym stylu,bo to nie prawda. Prędzej czy później się napije.
Podejrzewam nawet,że jutro kupie sobie rano setę i będę ją piła przez cały dzień,żeby móc jakoś logicznie myśleć.
Wczorajszy dzień był ogólnie trudny. Zawsze dzień po tygodniach chlania jest trudny. Dzisiaj natomiast jest już lepiej. Mam nadzieje,że mi nie odwali i nie pójdę chlać,bo to się na bank źle skończy.
Dobra,na tą chwilę kończę ten post. 
Zapewne napiszę jeszcze jutro.
Trzymajcie się.
M.

sobota, 4 listopada 2017

04-11-2017 / Mój mały sekret.

Tak sobie myślałam o tym,czy warto to tu pisać.
Nikt właściwie nie czyta tego,co piszę,więc uznałam,że nie mam nic do stracenia.
Jak zawsze.
Zaczynając bloga nie wspomniałam o jednej bardzo ważnej i istotnej rzeczy,która dotyczy mnie.
Poza tym,że mam bulimię i tym,że mam problem z alkoholem jest jeszcze coś.
Niestety cierpię od roku na nerwice lękową. Nie zdiagnozowaną,ale wiem,że to jest nerwica. Wszystkie objawy się zgadzają.
To jest chyba największy z moich problemów.
Bo z alkoholizmem da się żyć,z bulimią też. Ale z tym jest naprawdę ciężko. 
Niektórzy nie wychodzą z domu nawet. Ja na szczęście nie mam takiego problemu. Bo wtedy musiałabym pić w domu.
I do tego sama. To byłoby smutne.
A no tak. Bo najebanie sie ze znajomymi do utraty pamięci to jest kurwa wesołe.

04-11-2017 / Imprez ciag dalszy ...

Nieźle pojechałam. Znowu nie pamiętam jak wróciłam do domu.
Piszę to na jebanym kacu.
Wiem,że mój ojciec był w domu jak wróciłam. Mam szczerą nadzieję,że niczego nie odjebałam.
Pierdoliłam głupoty o dziubku. Tęsknie za nim. Coraz bardziej myślę o tym,żeby powiedzieć mu o tym,że się w nim zakochałam.
Właśnie mnie olśniło.
Piję,bo nawet nie chcę dopuścić do siebie uczuć związanych z nim. Nie chcę za nim tęsknić. Boję się tego. Nie chcę pozwolić sobie na uczucia,tak jak to było ze słoneczkiem. 
Myślę o nim cały czas,udając,że nic dla mnie nie znaczy,a tak naprawdę marzę tylko o tym,żeby go przytulić.
Nie planowałam tego wszystkiego,ale nie miałam szansy podjąć decyzji.
Chcę mi się płakać. Zajmuje się byle czym,tylko dlatego,żeby nie mieć szansy myśleć o nim,a i tak to robię.
Zastanawiam się ciągle,co robi. 
Co do jedzenia to nawet mi się nie chcę. Jeśli jem to tylko dlatego,żeby to zwymiotować. Zazwyczaj nie czuję głodu.

piątek, 3 listopada 2017

03-11-2017 / Drugi nałóg.

Ostatnio coraz więcej pije. Prawie codziennie. Od dawna nie było takiego tygodnia,w którym nie piłabym w ogóle.
A najgorsze w tym wszystkich jest to,że nie wiem,czemu pije. 
Zawsze jak idę,trzymając w ręku reklamówkę z piwami zastanawiam sie jaki to ma sens.
I nie wiem,czy chodzi mi o sens picia czy życia.
Możliwe,że moje picie jest związane z bulimią,a może z tym,że tęsknie za Dziubkiem,ale nie chcę dopuścić tego do wiadomości.
W sumie nudzą już mnie te rozmowy z nim o zwykłych rzeczach. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o nim,ale nie wiem jak zacząć to wszystko. 
Gdybym go gdzieś spotkała na spacerze samego to może,ale tak to nie wiem,nie mam po prostu pomysłów.
Po prostu te spotkania kilkuminutowe już mi nie wystarczają. Chciałabym z nim pogadać,a nie tylko patrzeć na niego jak jakaś idiotka.
Co do ostatnich dni i mojego ,,odżywania" to pierwszego listopada niestety musiałam zjeść obiad rodzinny,którego nie sposób było zwrócić. Ale nie jadłam nic wcześniej i w sumie trochę mi się należało. Poza tym,bolały mnie żebra strasznie i ogólnie kurwa wszystko,a po zjedzeniu poczułam sie znacznie lepiej.
Czy te objawy to znak,żeby przestać?
No cóż,niestety nie mogę tego zrobić.
Wczoraj zjadłam tylko dwie kanapki i małą miseczkę płatków owsianych z suszonymi owocami. Co prawda te płatki jadłam pod wieczór,ale szłam pić i wolałam zjeść w domu coś normalnego,żeby później nie jeść jakiś czipsów czy innego gówna.
Dzisiaj zjadłam miskę płatków na śniadanie, na obiad łyżkę ziemniaków z czerwonym barszczem i słuchajcie - nie zwymiotowałam tego.
A czemu?
Bo mam tak ogromnego kaca,że nawet mi się nie chciało.
Wczoraj trochę przegięłam w sumie.
Najebałam się tak bardzo,że nie pamiętam nic z mojego powrotu do domu.
Mam nadzieję,bardzo szczerą,że dziubek wtedy nigdzie tam nie jechał. Bo gdyby mnie zobaczył w takim stanie to trochę lipa w sumie.
Poza tym wyjebałam wczoraj 4 piwa i to dość mocne,a później jeszcze setkę piłam.
Przedwczoraj natomiast (01-11) wypiłam dwie tatry i somersby.
A najlepsze jest to,że dzisiaj też będę piła.
Zaczynam się bać,że mam z tym jakiś problem.
Ale to tylko przed chwilę mam takie myśli. Później pije i się tym nie przejmuje,bo chcę więcej i więcej,aż napierdole się tak bardzo,że nie dam rady pić.
Dobra,kończe na dzisiaj. Może jeszcze napiszę. 
M.