niedziela, 5 listopada 2017

05-11-2017 / Uświadomienie sobie,że jednak mam problem...

Witajcie!
Wczoraj właśnie uświadomiłam sobie,że to wszystko naprawdę trwa pół roku. 
Mam bulimię i nie robię kompletnie nic,żeby sobie pomóc.
Co sprawiło,że zmieniłam tok myślenia?
Zaczęłam czytać artykuły o bulimii i ogólnie oglądałam film ,,Kiedy przyjaźń zabija" i wtedy do mnie coś dotarło.
Ja naprawdę mogę od tego umrzeć.
Mogę dostać zawału albo moje serce po prostu się zatrzyma.
To straszne.
Ale straszniejsze jest to,że to wszystko trwa te jebane pół roku i nikt kurwa nawet nie zapytał.
Co jest straszniejsze,hm?
To,że mogę umrzeć czy to,że nikt tego nie zauważa?
Aczkolwiek mimo tego wszystkiego,wiem,że nie przestanę. No przynajmniej sama nie dam rady.
W ogóle kurwa nie wyobrażam sobie tego,że mogłabym żyć bez bulimii.
To jest cząstka mnie. Cząstka,która siedziała we mnie już od dawna. Jak mogę się jej pozbyć?
Co do alkoholu to dzisiaj jest pierwszy dzień od dwóch tygodni,kiedy nie budzę się na kacu.
W sumie fajnie jest,bo głowa mnie nie boli i nie zataczam się o ściany,a no i mnie nie suszy.
Ale nie będę pisać głupot,że nie będę piła albo coś w tym stylu,bo to nie prawda. Prędzej czy później się napije.
Podejrzewam nawet,że jutro kupie sobie rano setę i będę ją piła przez cały dzień,żeby móc jakoś logicznie myśleć.
Wczorajszy dzień był ogólnie trudny. Zawsze dzień po tygodniach chlania jest trudny. Dzisiaj natomiast jest już lepiej. Mam nadzieje,że mi nie odwali i nie pójdę chlać,bo to się na bank źle skończy.
Dobra,na tą chwilę kończę ten post. 
Zapewne napiszę jeszcze jutro.
Trzymajcie się.
M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz