Myślę,że odpowiedzi na to pytanie jest mnóstwo.
Niektórzy powiedzą,że tak,ale z głową i zdrowo. No cóż,ja tak nie powiem.
Inni stwierdzą,że można trochę się tam pobawić z tym odchudzaniem,ale jak się w to wciągnie to trudno przestać.
Co ja mam na ten temat do powiedzenia? No cóż,czytajcie jeśli chcecie wiedzieć.
Na początku mojej walki z wagą (nie wiem,jak inaczej mogę to nazwać) miałam zamiar schudnąć tylko trochę. Tak,żeby jakoś tam wyglądać. Potem zaczeło mi się to w sumie podobać,bo ubrania coraz lepiej na mnie leżały (ps teraz na mnie wiszą,a nie leżą) i ludzie dookoła zaczęli zauważać,że chudnę.
Czułam się lepiej sama ze sobą. Bo wiedziałam,że inni widzą,że coś ze sobą robię. Że nie siedzę na dupie i nie obżeram się jak świnia,jak to miałam kiedyś w zwyczaju robić.
No dobra,obżeram się,ale przynajmniej coś z tym robię - wymiotuje.
Do tego przecież ćwiczę,a czasami nawet bardzo dużo. Tak dużo,że muszę przespać kilka godzin,żeby odzyskać siły.
A jak ma się bulimie,a do tego dużo ćwiczy i pije mnóstwo kawy oraz alkoholu to uwierzcie mi,że potrzeba do tego dużo siły.
No cóż i tak jakoś mineło pół roku mojego odchudzania.
I muszę wam przyznać,że narazie chyba nie mam zamiaru przestać.
Szczerze?
Nie wyobrażam sobie bez tego życia.
Nie chcę znowu czuć się źle. Nie chcę,żeby ludzie szeptali,że znowu się roztyłam.
Nie lubię bardzo,kiedy inni mówią o mnie takie rzeczy.
Tak. Mam problem.
Ale nie dam rady prosić kogoś o pomoc. Mam w sumie nadzieje,że ktoś to zauważy. Ktoś z przyjaciół,rodziny,nauczycieli albo lekarzy.
KTOKOLWIEK.
Bo narazie chyba jeszcze nie jest za późno na ratunek.
Tylko tu pojawia się pytanie: czy ktoś jeszcze chcę mnie ratować? Czy komuś na tym zależy,żebym była zdrowa?
Kończę narazie ten post,bo jest godzina 00:19. Mam zamiar jeszcze poćwiczyć i trochę się pouczyć albo poczytać.
Pa.
M.
wtorek, 31 października 2017
Kim jestem,dlaczego i o czym będę pisać.
Hej wszystkim!
Dzisiejszy dzień to dzień ważny dla mnie,bo zaczynam pisać o tym,co jest moim ,,problemem".
Zacznę może od początku. Na początku czerwca zaczęłam się odchudzać. Odmawiałam sobie właściwie wszystkiego,co kochałam,czyli czipsów,pizzy,kebabów i innych takich rzeczy. Nie piłam nawet coli. Kawa i herbata bez cukru oczywiście.
Na początku było dość łatwo,bo czułam się chudsza,a waga to potwierdzała. Miałam motywacje.
Pewnie zastanawia was dlaczego w ogóle zaczęłam się odchudzać. Odpowiedź jest dość prosta i powszechnie znana - zakochałam się. Oczywiście osoba,którą obdarzyłam uczuciem nie miała i nadal nie ma pojęcia,że to dla niej. Aczkolwiek zauważyła,że schodłam i to nawet wczoraj.
Na początku mojej trudnej drogi z odchudzanie nawet nie zdawałam sobie sprawy,że to chodzi o niego. Uświadomiłam sobie to dopiero nie dawno,po pijaku.
Ale wróćmy do głównego tematu tego wpisu.
Mój problem z jedzeniem polega na tym,że mam bulimie. Na początku miałam zamiar schudnąć trochę i ,,zerwać" z wymiotami,ale na ta chwilę nie wyobrażam sobie bez tego życia.
Panicznie boję się przytyć,bo schudłam tak dużo, więc wymiotuje prawie wszystko,co zjem. Piszę prawie,ponieważ są rzeczy,których nie zwracam, na przykład owoce czy warzywa,a czasami nawet płatki owsiane,ale tylko jeśli zjem je rano.
Coraz trudniej przychodzi mi wymiotowanie. Jestem wykończona tym i codziennymi ćwiczenia,których robię coraz więcej. Zaczynam myśleć o tym,żeby kupić jakieś tabletki przeczyszczające tylko nie do końca wiem,na czym polega ich działanie.
Cóż,na tą chwilę chyba kończę ten post. Jeśli ktoś to wogóle przeczyta i będzie miał jakieś pytania to chętnie odpowiem .
Dzisiejszy dzień to dzień ważny dla mnie,bo zaczynam pisać o tym,co jest moim ,,problemem".
Zacznę może od początku. Na początku czerwca zaczęłam się odchudzać. Odmawiałam sobie właściwie wszystkiego,co kochałam,czyli czipsów,pizzy,kebabów i innych takich rzeczy. Nie piłam nawet coli. Kawa i herbata bez cukru oczywiście.
Na początku było dość łatwo,bo czułam się chudsza,a waga to potwierdzała. Miałam motywacje.
Pewnie zastanawia was dlaczego w ogóle zaczęłam się odchudzać. Odpowiedź jest dość prosta i powszechnie znana - zakochałam się. Oczywiście osoba,którą obdarzyłam uczuciem nie miała i nadal nie ma pojęcia,że to dla niej. Aczkolwiek zauważyła,że schodłam i to nawet wczoraj.
Na początku mojej trudnej drogi z odchudzanie nawet nie zdawałam sobie sprawy,że to chodzi o niego. Uświadomiłam sobie to dopiero nie dawno,po pijaku.
Ale wróćmy do głównego tematu tego wpisu.
Mój problem z jedzeniem polega na tym,że mam bulimie. Na początku miałam zamiar schudnąć trochę i ,,zerwać" z wymiotami,ale na ta chwilę nie wyobrażam sobie bez tego życia.
Panicznie boję się przytyć,bo schudłam tak dużo, więc wymiotuje prawie wszystko,co zjem. Piszę prawie,ponieważ są rzeczy,których nie zwracam, na przykład owoce czy warzywa,a czasami nawet płatki owsiane,ale tylko jeśli zjem je rano.
Coraz trudniej przychodzi mi wymiotowanie. Jestem wykończona tym i codziennymi ćwiczenia,których robię coraz więcej. Zaczynam myśleć o tym,żeby kupić jakieś tabletki przeczyszczające tylko nie do końca wiem,na czym polega ich działanie.
Cóż,na tą chwilę chyba kończę ten post. Jeśli ktoś to wogóle przeczyta i będzie miał jakieś pytania to chętnie odpowiem .
M.
31-10-2017 / Nie jem,wiec dlaczego jestem coraz grubsza?
Ten post będzie postem smutnym,na pewno dla mnie.
Nie jem właściwie nic,a czuje się mega grubo. Czuje fałdy na moim brzuchu,kiedy siedzę i piszę. Cały czas czuje tłuszcz,którego nigdy nie powinno być.
Czuje się tak smutna,przygnębiona.
Dziubek nie będzie mnie chciał takiej. Muszę być piękna i chuda dla niego. Nawet jeśli będzie mnie to kosztować zdrowie,może nawet życie ...
Wymiotowanie sprawia mi radość. Wtedy wiem,że robię coś ze sobą. Jem,to prawda,ale gdy wymiotuje to czuję się tak,jakbym nigdy nie jadła i to jest mega uczucie.
Dzisiaj zrobiłam mało brzuszków. Tylko 60. Bywały dni,kiedy robiłam po 200,a teraz nie wiem,co się dzieje. Nie mam sił. Nawet jak wypije kawę albo dwie to nie wiele to pomaga. Czy to przez to,że wymiotuje nie mam siły? Nie,to nie przez to. Nie mam siły na nic,bo jestem za gruba. Tak,to wszystko dlatego.
Czytałam wczoraj,że bulimia wywodzi się z tego,że osoba,która na to ,,choruje" czuję się nie kochana i potrzebuje miłości. Czy ze mną tak jest? Nie mam pojęcia. Wiem,że chcę się zmienić dla niego. Zależy mi na tym,żeby być inną. Żeby dostrzegł we mnie zmiany i zastanowił się,czy to przypadkiem nie dla niego to wszystko.
Nie wiem jak mu to powiedzieć. Tak bardzo się w nim zakochałam.
Wczoraj na przykład,wróciłam do domu dopiero o 15,czyli po 8 godzinach! Byłam zmęczona i głodna (to akurat było fajne) i jedyne,czego pragnełam to móc opowiedzieć mu o tym wszystkim,co mnie przytłacza. Chciałam go przytulić i posłuchać tego jak mu minął dzień. Chciałam zobaczyć jego oczy,usłyszeć jego śmiech.
Właśnie poprawiłam się na krześle tak,żeby mniej czuć swoje fałdki. To straszne. Jak tylko zjem choćby pomidora to od razu mam wyrzuty sumienia,że wogóle coś zjadłam. Ale wiem,że muszę zjeść coś,czego nie zwymiotuje,bo inaczej mogę stracić przytomność w szkole i trafić do szpitala,a wtedy wszystko wyjdzie i znowu stanę się gruba,bo mnie do tego zmuszą.
Zabawne w sumie jest to,że w ciągu pół roku byłam w szpitalu 5 razy i każdy pobyt był po zaczęciu mojego życia z ProMia. Nikt nie zauważył tego,że mam jakiś problem. Sygnalizuje im,że chudnę. Tak bardzo chcę,żeby ktoś o to zapytał,ale nikt tego nie robi. Czy naprawdę wszyscy mają mnie gdzieś?
Dziubek też nic nie widzi. NIKT. Chyba naprawdę jestem samotna.
Na przykład teraz. Siedzę w pokoju,sama. I wylewam swoje żale,smutki i kompleksy tutaj,na blogu. A mój ukochany zapewne teraz śpi i śni,o czymś,co na pewno nie jest związane ze mną.
Boję się,że to uczucie do niego mnie wykończy. Przebyłam już raz ciężką drogę w miłości,wiele razy byłam gotowa odebrać sobie życie. Upijałam się. Brałam narkotyki. Łykałam prochy przeciwbólowe garściami. Wszystko tylko po to,żeby nie czuć bólu.
Martwi mnie to,że teraz może być tak samo. A wiem to i czuję,że drugi raz tego nie przeżyje.
Wczoraj się bardzo upiłam. I byłam taka smutna. Płakałam pół nocy. Jak wstałam dzisiaj rano to miałam wory pod oczami. Czy ktoś zauważył? Zgadnijcie.
A upiłam się dlatego,że tęskniłam za nim. Bardzo. Naprawdę kurewsko bardzo za nim tęskniłam.
Napisałam dzisiaj kilka wierszy z myślą o nim. Szkoda,że nigdy ich nie przeczyta. A nawet w sumie jeśli by przeczytał to i tak nie będzie ogarniał,że chodzi o niego.
No bo właściwie skąd on może wiedzieć,że jest facetem,który przywraca mi radość do życia po długiej walce ze smutkiem?
Przecież widujemy się rzadko i to po kilka minut. I ciągle muszę wynajdywać preteksty,żeby się z nim spotkać.
Kończę na dzisiaj. Nie wiem,kiedy napiszę,ale pewnie wtedy,kiedy będzie źle,czyli nie długo,a może nawet za 5 minut.
Pa,Magda.
Nie jem właściwie nic,a czuje się mega grubo. Czuje fałdy na moim brzuchu,kiedy siedzę i piszę. Cały czas czuje tłuszcz,którego nigdy nie powinno być.
Czuje się tak smutna,przygnębiona.
Dziubek nie będzie mnie chciał takiej. Muszę być piękna i chuda dla niego. Nawet jeśli będzie mnie to kosztować zdrowie,może nawet życie ...
Wymiotowanie sprawia mi radość. Wtedy wiem,że robię coś ze sobą. Jem,to prawda,ale gdy wymiotuje to czuję się tak,jakbym nigdy nie jadła i to jest mega uczucie.
Dzisiaj zrobiłam mało brzuszków. Tylko 60. Bywały dni,kiedy robiłam po 200,a teraz nie wiem,co się dzieje. Nie mam sił. Nawet jak wypije kawę albo dwie to nie wiele to pomaga. Czy to przez to,że wymiotuje nie mam siły? Nie,to nie przez to. Nie mam siły na nic,bo jestem za gruba. Tak,to wszystko dlatego.
Czytałam wczoraj,że bulimia wywodzi się z tego,że osoba,która na to ,,choruje" czuję się nie kochana i potrzebuje miłości. Czy ze mną tak jest? Nie mam pojęcia. Wiem,że chcę się zmienić dla niego. Zależy mi na tym,żeby być inną. Żeby dostrzegł we mnie zmiany i zastanowił się,czy to przypadkiem nie dla niego to wszystko.
Nie wiem jak mu to powiedzieć. Tak bardzo się w nim zakochałam.
Wczoraj na przykład,wróciłam do domu dopiero o 15,czyli po 8 godzinach! Byłam zmęczona i głodna (to akurat było fajne) i jedyne,czego pragnełam to móc opowiedzieć mu o tym wszystkim,co mnie przytłacza. Chciałam go przytulić i posłuchać tego jak mu minął dzień. Chciałam zobaczyć jego oczy,usłyszeć jego śmiech.
Właśnie poprawiłam się na krześle tak,żeby mniej czuć swoje fałdki. To straszne. Jak tylko zjem choćby pomidora to od razu mam wyrzuty sumienia,że wogóle coś zjadłam. Ale wiem,że muszę zjeść coś,czego nie zwymiotuje,bo inaczej mogę stracić przytomność w szkole i trafić do szpitala,a wtedy wszystko wyjdzie i znowu stanę się gruba,bo mnie do tego zmuszą.
Zabawne w sumie jest to,że w ciągu pół roku byłam w szpitalu 5 razy i każdy pobyt był po zaczęciu mojego życia z ProMia. Nikt nie zauważył tego,że mam jakiś problem. Sygnalizuje im,że chudnę. Tak bardzo chcę,żeby ktoś o to zapytał,ale nikt tego nie robi. Czy naprawdę wszyscy mają mnie gdzieś?
Dziubek też nic nie widzi. NIKT. Chyba naprawdę jestem samotna.
Na przykład teraz. Siedzę w pokoju,sama. I wylewam swoje żale,smutki i kompleksy tutaj,na blogu. A mój ukochany zapewne teraz śpi i śni,o czymś,co na pewno nie jest związane ze mną.
Boję się,że to uczucie do niego mnie wykończy. Przebyłam już raz ciężką drogę w miłości,wiele razy byłam gotowa odebrać sobie życie. Upijałam się. Brałam narkotyki. Łykałam prochy przeciwbólowe garściami. Wszystko tylko po to,żeby nie czuć bólu.
Martwi mnie to,że teraz może być tak samo. A wiem to i czuję,że drugi raz tego nie przeżyje.
Wczoraj się bardzo upiłam. I byłam taka smutna. Płakałam pół nocy. Jak wstałam dzisiaj rano to miałam wory pod oczami. Czy ktoś zauważył? Zgadnijcie.
A upiłam się dlatego,że tęskniłam za nim. Bardzo. Naprawdę kurewsko bardzo za nim tęskniłam.
Napisałam dzisiaj kilka wierszy z myślą o nim. Szkoda,że nigdy ich nie przeczyta. A nawet w sumie jeśli by przeczytał to i tak nie będzie ogarniał,że chodzi o niego.
No bo właściwie skąd on może wiedzieć,że jest facetem,który przywraca mi radość do życia po długiej walce ze smutkiem?
Przecież widujemy się rzadko i to po kilka minut. I ciągle muszę wynajdywać preteksty,żeby się z nim spotkać.
Kończę na dzisiaj. Nie wiem,kiedy napiszę,ale pewnie wtedy,kiedy będzie źle,czyli nie długo,a może nawet za 5 minut.
Pa,Magda.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)