wtorek, 31 października 2017

31-10-2017 / Nie jem,wiec dlaczego jestem coraz grubsza?

Ten post będzie postem smutnym,na pewno dla mnie. 
Nie jem właściwie nic,a czuje się mega grubo. Czuje fałdy na moim brzuchu,kiedy siedzę i piszę. Cały czas czuje tłuszcz,którego nigdy nie powinno być.
Czuje się tak smutna,przygnębiona.
Dziubek nie będzie mnie chciał takiej. Muszę być piękna i chuda dla niego. Nawet jeśli będzie mnie to kosztować zdrowie,może nawet życie ...
Wymiotowanie sprawia mi radość. Wtedy wiem,że robię coś ze sobą. Jem,to prawda,ale gdy wymiotuje to czuję się tak,jakbym nigdy nie jadła i to jest mega uczucie.
Dzisiaj zrobiłam mało brzuszków. Tylko 60. Bywały dni,kiedy robiłam po 200,a teraz nie wiem,co się dzieje. Nie mam sił. Nawet jak wypije kawę albo dwie to nie wiele to pomaga. Czy to przez to,że wymiotuje nie mam siły? Nie,to nie przez to. Nie mam siły na nic,bo jestem za gruba. Tak,to wszystko dlatego.
Czytałam wczoraj,że bulimia wywodzi się z tego,że osoba,która na to ,,choruje" czuję się nie kochana i potrzebuje miłości. Czy ze mną tak jest? Nie mam pojęcia. Wiem,że chcę się zmienić dla niego. Zależy mi na tym,żeby być inną. Żeby dostrzegł we mnie zmiany i zastanowił się,czy to przypadkiem nie dla niego to wszystko. 
Nie wiem jak mu to powiedzieć. Tak bardzo się w nim zakochałam.
Wczoraj na przykład,wróciłam do domu dopiero o 15,czyli po 8 godzinach! Byłam zmęczona i głodna (to akurat było fajne) i jedyne,czego pragnełam to móc opowiedzieć mu o tym wszystkim,co mnie przytłacza. Chciałam go przytulić i posłuchać tego jak mu minął dzień. Chciałam zobaczyć jego oczy,usłyszeć jego śmiech.
Właśnie poprawiłam się na krześle tak,żeby mniej czuć swoje fałdki. To straszne. Jak tylko zjem choćby pomidora to od razu mam wyrzuty sumienia,że wogóle coś zjadłam. Ale wiem,że muszę zjeść coś,czego nie zwymiotuje,bo inaczej mogę stracić przytomność w szkole i trafić do szpitala,a wtedy wszystko wyjdzie i znowu stanę się gruba,bo mnie do tego zmuszą.
Zabawne w sumie jest to,że w ciągu pół roku byłam w szpitalu 5 razy i każdy pobyt był po zaczęciu mojego życia z ProMia. Nikt nie zauważył tego,że mam jakiś problem. Sygnalizuje im,że chudnę. Tak bardzo chcę,żeby ktoś o to zapytał,ale nikt tego nie robi. Czy naprawdę wszyscy mają mnie gdzieś?
Dziubek też nic nie widzi. NIKT. Chyba naprawdę jestem samotna.
Na przykład teraz. Siedzę w pokoju,sama. I wylewam swoje żale,smutki i kompleksy tutaj,na blogu. A mój ukochany zapewne teraz śpi i śni,o czymś,co na pewno nie jest związane ze mną.
Boję się,że to uczucie do niego mnie wykończy. Przebyłam już raz ciężką drogę w miłości,wiele razy byłam gotowa odebrać sobie życie. Upijałam się. Brałam narkotyki. Łykałam prochy przeciwbólowe garściami. Wszystko tylko po to,żeby nie czuć bólu. 
Martwi mnie to,że teraz może być tak samo. A wiem to i czuję,że drugi raz tego nie przeżyje.
Wczoraj się bardzo upiłam. I byłam taka smutna. Płakałam pół nocy. Jak wstałam dzisiaj rano to miałam wory pod oczami. Czy ktoś zauważył? Zgadnijcie.
A upiłam się dlatego,że tęskniłam za nim. Bardzo. Naprawdę kurewsko bardzo za nim tęskniłam.
Napisałam dzisiaj kilka wierszy z myślą o nim. Szkoda,że nigdy ich nie przeczyta. A nawet w sumie jeśli by przeczytał to i tak nie będzie ogarniał,że chodzi o niego.
No bo właściwie skąd on może wiedzieć,że jest facetem,który przywraca mi radość do życia po długiej walce ze smutkiem? 
Przecież widujemy się rzadko i to po kilka minut. I ciągle muszę wynajdywać preteksty,żeby się z nim spotkać.
Kończę na dzisiaj. Nie wiem,kiedy napiszę,ale pewnie wtedy,kiedy będzie źle,czyli nie długo,a może nawet za 5 minut.
Pa,Magda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz