sobota, 25 listopada 2017

25-11-2017 / No cóż.

Wczoraj zrobiłam sobie głodówkę. Wytrzymałam tylko do 17,albo aż do 17.
Niestety później zaczęłam jeść wszystko,co było w domu. No dobra,prawie wszystko. A później wymiotowałam i tak po każdym posiłku. Ale czułam się szczęśliwa. Poza Łukaszem tylko to mi sprawia przyjemność.
Od pół roku moje życie kręci się wokół wagi,jedzenia i kalorii. Najgorsze jest to,że nie widzę w tym problemu,a chyba powinnam. Po prostu jest chyba dobrze tak jak jest.
Dawno nie byłam tak szczerze szczęśliwa. Nie mogę sobie przypomnieć momentu,kiedy obudziłam się ze szczęściem w sercu.
Dużo też myślę o słoneczku. Tylko jego chyba naprawdę kochałam. Nie jestem pewna,czy kiedyś kogoś obdarzę tak mocnym uczuciem jak jego. Nie wiem,czy będę w stanie dla kogoś tak bardzo zaryzykować jak dla niego. Bo to była prawdziwa miłość,serio. Tak wiele dla niego poświęciłam i byłam gotowa poświęcić.
Dzisiaj zjadłam tylko kanapkę z kawałkiem sera,szynki i pomidora. Chleba oczywiście razowy.
Do tego wzięłam już chrom,witaminę B6 i wypiłam swoje odchudzające herbatki oraz kawę. Mam nadzieje,że dzisiaj uda mi się nie zjeść dużo. Od wymiotowania boli mnie głowa strasznie.
Najgorsze w moim odchudzaniu jest chyba to,że robię to po to,żeby nie myśleć o innych rzeczach, które mnie dołują i martwią. Oczywiście chodzi też o wagę,ale to nie jest największy problem. Teraz już rozumiem to,co pisali na tych wszystkich forach,że anoreksja i bulimia są przez problemy. Bo to prawda. Nie chcąc myśleć o wszystkich złych rzeczach,które nas otaczają uciekamy w te zaburzenia. I wtedy żyjemy w swoim świecie,w którym najważniejszym zmartwieniem jest to czy waga spadnie albo to ile dzisiaj zjemy,czy uda nam się wytrzymać z głodem?
Nie piję równo tydzień. Od tej akcji z moim przyjacielem minął równo tydzień i od tamtej pory się z nim nie odzywam. On piszę,że mogłabym zacząć się odzywać i takie inne rzeczy,ale chyba narazie nie jestem gotowa. Straciłam nad sobą kontrolę,a tego nie lubię,a wręcz nienawidzę.
W ogóle cały tydzień siedzę w domu. Wychodzę tylko do szkoły i z tatą na zakupy. Jakoś nie ciągnie mnie do ludzi. Jak jestem z innymi to robię się drażliwa. Nawet w szkole ostatnio zbyt często mi się to zdarza.
Kończę chyba na dzisiaj,bo mam zamiar zrobić jeszcze parę rzeczy.
Napiszę może później,czy udało mi się wytrzymać :)
Trzymajcie się,
M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz